pod dębami mamre
pod dębami leżę w marzenia senne przybrany
szeleszczą na wietrze niezdecydowania
usta spierzchnięte oczy rozedrgane
przyszedł bóg – niech mu ziemia
śle pocałunki do stóp –
było ich trzech
wyciągnął rękę z jabłkiem
wziąłem od ręki
pisał bóg swe mowy
na wietrze we trzech
coś o życiu
- jabłkiem zagryzam ziewnięcia
podobno zrodzę się na nowo
do udręki jak Adam do życia
umieram z nudów –
senność mnie łapami obłapia –
pod dębami mamre
mamrotam coś bez sensu
suszę zęby do słońca
niczym koszule
bóg patrzy – niby tomasz nie dowierza
- strojone zdziwienie
boże jakże mi obrzydłeś
mam już zgagę od twych demagogii
boże bezręki bez pióra
w trzech jednaki
proszę idź już sobie
szukać innego Abrę Hama
bo ten którego spotkałeś
od dawna
żyje już na własną rękę
szeleszczą na wietrze niezdecydowania
usta spierzchnięte oczy rozedrgane
przyszedł bóg – niech mu ziemia
śle pocałunki do stóp –
było ich trzech
wyciągnął rękę z jabłkiem
wziąłem od ręki
pisał bóg swe mowy
na wietrze we trzech
coś o życiu
- jabłkiem zagryzam ziewnięcia
podobno zrodzę się na nowo
do udręki jak Adam do życia
umieram z nudów –
senność mnie łapami obłapia –
pod dębami mamre
mamrotam coś bez sensu
suszę zęby do słońca
niczym koszule
bóg patrzy – niby tomasz nie dowierza
- strojone zdziwienie
boże jakże mi obrzydłeś
mam już zgagę od twych demagogii
boże bezręki bez pióra
w trzech jednaki
proszę idź już sobie
szukać innego Abrę Hama
bo ten którego spotkałeś
od dawna
żyje już na własną rękę

My rating
Moja ocena
boska demagogia - bezecnie bezcenne!