Acheiropoietos
Tak. Jestem tego pewien. Kiedyś schody prowadziły mnie równolegle w dwóch kierunkach. Dzisiaj Jaga liże mnie po twarzy.
Moje oczy stoją na jej łapach. Usta modlą się do TATY. Modlitwa wymaga ofiar. Zwłaszcza kiedy jest szczera.
Dzisiaj w sobie już nie zasnę. Nie zasną moje wątpliwości. One są i będą zawsze. To podskórne chimery. Ale wiem jak je uśpić.
Cisza. Ucichły skrzypce w mojej głowie. Z potłuczonej filiżanki wyfrunęły anioły. Przy moim stole, najwytrwalszy kowal wykuwa moje słabości w twardą stal.
Słabości krzyczą, wiją się w ekstazie. Płynę w epifanię. Właśnie spadło białe pióro. A więc szukam.
Szukaj aż znajdziesz. Pukaj a otworzą. Proś a dostaniesz. Woda rozpuszcza kolory tęczy, a schody znów prowadzą mnie równolegle.
Moje oczy stoją na jej łapach. Usta modlą się do TATY. Modlitwa wymaga ofiar. Zwłaszcza kiedy jest szczera.
Dzisiaj w sobie już nie zasnę. Nie zasną moje wątpliwości. One są i będą zawsze. To podskórne chimery. Ale wiem jak je uśpić.
Cisza. Ucichły skrzypce w mojej głowie. Z potłuczonej filiżanki wyfrunęły anioły. Przy moim stole, najwytrwalszy kowal wykuwa moje słabości w twardą stal.
Słabości krzyczą, wiją się w ekstazie. Płynę w epifanię. Właśnie spadło białe pióro. A więc szukam.
Szukaj aż znajdziesz. Pukaj a otworzą. Proś a dostaniesz. Woda rozpuszcza kolory tęczy, a schody znów prowadzą mnie równolegle.

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating