Acheiropoietos

author:  Przemek Trenk
5.0/5 | 5


Tak. Jestem tego pewien. Kiedyś schody prowadziły mnie równolegle w dwóch kierunkach. Dzisiaj Jaga liże mnie po twarzy.

Moje oczy stoją na jej łapach. Usta modlą się do TATY. Modlitwa wymaga ofiar. Zwłaszcza kiedy jest szczera.

Dzisiaj w sobie już nie zasnę. Nie zasną moje wątpliwości. One są i będą zawsze. To podskórne chimery. Ale wiem jak je uśpić.

Cisza. Ucichły skrzypce w mojej głowie. Z potłuczonej filiżanki wyfrunęły anioły. Przy moim stole, najwytrwalszy kowal wykuwa moje słabości w twardą stal.

Słabości krzyczą, wiją się w ekstazie. Płynę w epifanię. Właśnie spadło białe pióro. A więc szukam.

Szukaj aż znajdziesz. Pukaj a otworzą. Proś a dostaniesz. Woda rozpuszcza kolory tęczy, a schody znów prowadzą mnie równolegle.



 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
05.04.2026,  Rafał Gatny

My rating

My rating:  

My rating

My rating: