Nieobecni
Schowani pod parasolem, jakby nieobecni,
świat płynął wokół deszczową ulicą
a my - przez chwilę poza czasem,
jakbyśmy nie istnieli naprawdę,
tylko w szeptach wilgotnych myśli.
Nie pytaliśmy o jutro,
bo przecież wtedy byliśmy całkiem blisko,
choć każde z nas
chowało coś więcej, niż dłonie
w kieszeniach przemilczeń.
Deszcz tłukł o materiał,
jak o drzwi do wnętrza prawdy,
do bólu.
Ale milczeliśmy…,
bo czasem łatwiej
kochać w cieniu nieobecności,
niż spojrzeć sobie w oczy
i nazwać to, co boli.
świat płynął wokół deszczową ulicą
a my - przez chwilę poza czasem,
jakbyśmy nie istnieli naprawdę,
tylko w szeptach wilgotnych myśli.
Nie pytaliśmy o jutro,
bo przecież wtedy byliśmy całkiem blisko,
choć każde z nas
chowało coś więcej, niż dłonie
w kieszeniach przemilczeń.
Deszcz tłukł o materiał,
jak o drzwi do wnętrza prawdy,
do bólu.
Ale milczeliśmy…,
bo czasem łatwiej
kochać w cieniu nieobecności,
niż spojrzeć sobie w oczy
i nazwać to, co boli.

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating