Laudum grafomańskie
Opowiem jak nauczyłem się przebaczać
poezji, która jest słaba
kiedyś miałem dla niej tylko śmiech, w najlepszym razie pogardę
wolałem nie słyszeć jak niewprawnie obraca językiem
jak łamie się pod ciężarem słów, które są dla niej za duże
jak można – myślałem – napisać zupełnie bez żartu,
że nie odnajdzie więcej nas ta sama chwila
albo: oszalałem przez twoje zielone oczy
(to pierwsze – to Bajm, to drugie – Zenek Martyniuk)
jak można pisać że nadzieja albo że miłość
tak jakby te słowa starte jak sprzęgło auta
na którym uczyła się jeździć literatura Europy
mogły naprawdę znaczyć to co naprawdę znaczą
tak jakby mówiąc że pięknie zachodzi słońce
można było przekazać wrażenie
kipieli wodoru chowającej się za obręcz planety
którą powoli zawłaszcza powłoka własnego cienia
widzicie? znowu to zrobiłem:
za słowem prostym i trudnym stoi to samo coś
a jednak tylko jednego wypada się wstydzić
tęsknię do czasów kiedy język nie leżał nam wciąż dobrze w ustach
kiedy budziliśmy się jego świadomi, jak bolącego zęba
i to co wypowiedziane było jak przerwana grobla
zza której wylewało się nieobliczalne zjawisko
każde zdanie musiało mieć wtedy siłę wiersza
kiedy mówiłeś ogień
coś piekło cię między zębami
kiedy mówiłeś woda
mogłeś się nią udławić
kiedy mówiłeś
nigdy się nie spotkamy
wiedziałeś że między wami stanie jak mur Uniwersum
dlatego nie jestem już cięty na słowa proste i takie wzruszenia
wiedząc, że i mnie kiedyś
– jakkolwiek wyszukaną metaforę dobywałbym z wnętrza czaszki –
policzą między rzępołów
a później, może
historia zatoczy koło
i słuchając piosenki bajmu pomyślimy, że coś w tym jest
co nie będzie właściwie prawdą
skoro słowo proste oto zdarzy się po raz drugi
poezji, która jest słaba
kiedyś miałem dla niej tylko śmiech, w najlepszym razie pogardę
wolałem nie słyszeć jak niewprawnie obraca językiem
jak łamie się pod ciężarem słów, które są dla niej za duże
jak można – myślałem – napisać zupełnie bez żartu,
że nie odnajdzie więcej nas ta sama chwila
albo: oszalałem przez twoje zielone oczy
(to pierwsze – to Bajm, to drugie – Zenek Martyniuk)
jak można pisać że nadzieja albo że miłość
tak jakby te słowa starte jak sprzęgło auta
na którym uczyła się jeździć literatura Europy
mogły naprawdę znaczyć to co naprawdę znaczą
tak jakby mówiąc że pięknie zachodzi słońce
można było przekazać wrażenie
kipieli wodoru chowającej się za obręcz planety
którą powoli zawłaszcza powłoka własnego cienia
widzicie? znowu to zrobiłem:
za słowem prostym i trudnym stoi to samo coś
a jednak tylko jednego wypada się wstydzić
tęsknię do czasów kiedy język nie leżał nam wciąż dobrze w ustach
kiedy budziliśmy się jego świadomi, jak bolącego zęba
i to co wypowiedziane było jak przerwana grobla
zza której wylewało się nieobliczalne zjawisko
każde zdanie musiało mieć wtedy siłę wiersza
kiedy mówiłeś ogień
coś piekło cię między zębami
kiedy mówiłeś woda
mogłeś się nią udławić
kiedy mówiłeś
nigdy się nie spotkamy
wiedziałeś że między wami stanie jak mur Uniwersum
dlatego nie jestem już cięty na słowa proste i takie wzruszenia
wiedząc, że i mnie kiedyś
– jakkolwiek wyszukaną metaforę dobywałbym z wnętrza czaszki –
policzą między rzępołów
a później, może
historia zatoczy koło
i słuchając piosenki bajmu pomyślimy, że coś w tym jest
co nie będzie właściwie prawdą
skoro słowo proste oto zdarzy się po raz drugi

My rating
My rating
My rating
Moja małpa
lubi toMy rating
My rating