"Ostatnia wieczerza"
Choć mi zegar przekręcą na wieczór.
Kalendarze przestawią na jesień,
to tym bardziej nie będę się spieszył,
będę wlókł się powoli jak wrzesień.
Może zajdę tym razem do ciebie,
sprawdzić w końcu czym chata bogata
i będziemy w bogactwie tym siedzieć,
choćby miał tam październik nas zastać.
Listopadem ogarnę cmentarze,
maszerując z jednego na drugi
pozdejmuję znajome mi twarze
i zabiorę ze sobą na grudzień.
Zimą pewnie nadejdzie pogoda,
może Jezus narodzi się we mnie?
Albo wróci, jak dawniej i poda
ciepłą dłonią bukiecik tajemnic.
Stół na końcu rozłożę ogromny,
poustawiam dla wszystkich talerze,
dla umarłych, żyjących, dla wspomnień
i pożegnam,
ostatnią wieczerzą.
Kalendarze przestawią na jesień,
to tym bardziej nie będę się spieszył,
będę wlókł się powoli jak wrzesień.
Może zajdę tym razem do ciebie,
sprawdzić w końcu czym chata bogata
i będziemy w bogactwie tym siedzieć,
choćby miał tam październik nas zastać.
Listopadem ogarnę cmentarze,
maszerując z jednego na drugi
pozdejmuję znajome mi twarze
i zabiorę ze sobą na grudzień.
Zimą pewnie nadejdzie pogoda,
może Jezus narodzi się we mnie?
Albo wróci, jak dawniej i poda
ciepłą dłonią bukiecik tajemnic.
Stół na końcu rozłożę ogromny,
poustawiam dla wszystkich talerze,
dla umarłych, żyjących, dla wspomnień
i pożegnam,
ostatnią wieczerzą.

mes votes
mes votes
mes votes
mes votes
mes votes
mes votes
mes votes
mes votes
mes votes
mes votes