Nieco o Kalamburze

auteur:  Magdalena Bartnik
5.0/5 | 6


3.
— Brząkil wleciał — zauważył Kalambur.
— Gdzie, ty, go widzisz? — Topinambur wytężył wzrok.
— Uszami, kochany, uszami. Włącz nasłuch i strzyż — wyjaśnił z chichotem Kalamburzasty. — A w ogóle, wdziałem przed chwilą twoje chmurki w ogórkach, jechały do Walcowni.
— Do Walcowni? — szczerze zdziwił się Topinamburowaty.
Walcownia była miejscem rozpoznawalnym i o, zgryzoto! wyczuwalnym w okolicy, stanowiła nawet rodzaj antyatrakcji. Składała się z szeregu gigantycznych betonowych walców, z których jakimś sposobem ulatniały się różne smrodliwe opary.
— Co one tam robią?
— Obserwują.
— Co?
— Czy coś się zmienia. Mają poza tym objaw nienapatrzenia, no wiesz... chmurki...
— I zmienia się?
— Porozmawiaj z nimi, to twoje chmury.
— Chmury nie są moje, przecież wiesz, są niezależnymi stanami powstałymi z pary.
— Ale porozmawiać możesz... — skonkludował Kalambur zatopiwszy wzrok w spojrzeniu przyjaciela.
Brzmiało to nieco pouczająco i trąciło dobrą radą, więc dostrzegłszy podniesiony prawy kącik ust Topinambura, wyrażający pobłażanie zmieszane z niedowierzaniem, urwał zdanie.
Cdn.



 
commentaires


mes votes

mes votes:  

mes votes

mes votes:  
25.04.2026,  mroźny

mes votes

mes votes:  

mes votes

mes votes:  

mes votes

mes votes:  

mes votes

mes votes: