Gerda
Mówili na nią Gerda.
Codziennie o świcie
przychodziła pod ulubione drzewo
królowej.
Codziennie zostawiała
jedno białe piórko.
Wyciągała dłonie
w stronę zimnych obłoków
prosząc o jego powrót.
Las milczał chłodem.
Martwy czas
pękał na pół.
Łapała w dłonie
czarne motyle
i bezdomne płatki śniegu.
Między wargami ptasich przelotów
powietrze drżało czerwonym oddechem.
To jeszcze nie koniec.
Codziennie o świcie
przychodziła pod ulubione drzewo
królowej.
Codziennie zostawiała
jedno białe piórko.
Wyciągała dłonie
w stronę zimnych obłoków
prosząc o jego powrót.
Las milczał chłodem.
Martwy czas
pękał na pół.
Łapała w dłonie
czarne motyle
i bezdomne płatki śniegu.
Między wargami ptasich przelotów
powietrze drżało czerwonym oddechem.
To jeszcze nie koniec.

mes votes
mes votes
mes votes