Świątynia mego serca

author:  Maksymilian Tchoń
5.0/5 | 12


Upatrywałem dobrej pogody ducha
wszystkich błogosławionych stanów
racji mej dziewczyny
i studiów na kierunku:
zachodnia hipokryzja
lecz nic to

Nosiłem ze sobą
pęk kluczy do miasta
by dzwonić przy niedzieli
Zbieram na nowy kościół
od wiernych towarzyszy
tam, gdzie tylko gwiazdy
dają gwarancję,
a przy budowie
zawsze ginie kilka
osób
lecz nigdy więcej

Przychodzą duże zmiany

Wyszedłem ze skromnego domu
domu z zapałek
Otóż dzwoń na policję
wykluczone jest tolerować chaos
i patos, którego monumentum
przygniata Tyfona
sercem ze złota
na komendę baczność
ależ skąd

Najadłem się Słowa
dlatego jestem kimś
dla języka
i nikim
na językach

I gdyby nie magnetyzm
twoich dłoni i ust
nigdy nie poznałbym
rozkoszy doskonałej
Tedy właśnie rzekł

Gdy kazałaś mi
emigrować na inną planetę
Założyłem tam miasto

państwo,
Unię,
Nowy Świat

A szlifierze naszego uczucia
szlifierze naszego uczucia
stoją na baczność
W szczególe i w ogóle

Wykopałem nowy pierwiastek
Nieskończonego szczęścia

o masie atomowej
Nici

Moje rzemiosło
wzniosło świątynię
poetycznej opatrzności
dla dzieci,
dorosłych
i starców
Ergo

nawet stałych bywalców
stron literackich

Czy złamię prawo
jeśli powiem,
że jutro nie musi się urodzić?
Zaś dzisiaj nie musi
się skończyć?

Wszystko to
jest poezją

Poem versions


 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
26.06.2026,  Ula eM

My rating

My rating:  

Moja ocena

I czy nie stała się bóstwem?
Pozdrawiam Maksymilianie:)
My rating:  
26.06.2026,  PIERRE

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating: