Z okna
Majowa zieleń nie mieści się
w spojrzeniu.
Chyba świat z pięknem przesadził.
Jakby światło za bardzo przechyliło się ku pięknu.
Wszystko jest jeszcze miękkie,
niedokończone, a jednak pełne.
Powietrze ma kolor,
którego nie da się zatrzymać.
Ona i on przechodzą gdzieś na skraju,
prawie niewidoczni.
Idą razem albo tylko obok siebie,
ich kroki mają wspólny rytm.
On obejmuje ją ostrożnie,
jakby sprawdzał, czy to chwila,
czy już pamięć, zbyt piękne,
by to nazwać.
I zaraz ich nie ma,
zostaje tylko ona, jeszcze
zbyt żywa, żeby ją zapamiętać.
w spojrzeniu.
Chyba świat z pięknem przesadził.
Jakby światło za bardzo przechyliło się ku pięknu.
Wszystko jest jeszcze miękkie,
niedokończone, a jednak pełne.
Powietrze ma kolor,
którego nie da się zatrzymać.
Ona i on przechodzą gdzieś na skraju,
prawie niewidoczni.
Idą razem albo tylko obok siebie,
ich kroki mają wspólny rytm.
On obejmuje ją ostrożnie,
jakby sprawdzał, czy to chwila,
czy już pamięć, zbyt piękne,
by to nazwać.
I zaraz ich nie ma,
zostaje tylko ona, jeszcze
zbyt żywa, żeby ją zapamiętać.

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating