Theatrum mundi
Zbierałem w sobie oceany marzeń
ale i archipelagi trosk
Na przylądku Dobrej Nadziei
utkwiła moja melodia skarg
powszednich
Mgły nocne okryły żal nad
jutrem doskonałym
i ofiarą samą w sobie
ale niemożliwy,
ponieważ coś morzem być
może
zapewne ale bezprzykładne
drążenia skały kroplą łzy,
która nie wybiera liter uciekających z alfabetem
z języka sumienia
na ołtarze gorzkiej, Czarodziejskiej góry
i siostry jego Pogardy,
wypadające włosy
z Gniazda zastępczego mrozu
epoki karmienia piersią,
jak opady śniegu w czerwcu
albo zenit wpół do starości,
które obalają rządy przez mity
nićmi szat anarchiami tkane,
które władają (biegle)
Ogniem i mieczem
i w Sto lat do samotności czekany
Walc stulecia
zatańczony z książkoholikiem
Pytanie brzmi –
odpowiedź brzmi absencją?
Choć struna światła milczy, mając
całą gammę rosyjskiej ruletki
do Elizy, Do trupa,
do poduszki
Mojego Portu keja
przepełniona butlami z gazem
szlachetnej maści
kolory Wojny i pokoju biele
i czernie ksiąg białych wierszy
dzielą przez
Dwa księżyce
potoczne i literackie
(zakazane)
formy oddziaływania,
bo znają mnie tylko z jednej strony:
fal i bryz
mórz i przypływów
w kierunku dnienia,
Jeśli tylko nocą
ubierają się w ornaty
fałszerze Historii
wznoszą kolejne mauzolea
malują Kamienie
na szaniec
Bandyci od preparowania faktów
nie czytają psalmów
ekstrawertycy
to Głos z krwi
zostanie zdjęta z wokandy
Nagiego sadu
proporców majowych
w pochodzie
Ufności Lampionów
artykułowanych
Chlebem i solą,
kiedy drogę moją znaczy cień
w zwyczaju starszym
w zwyczaju szlachetniejszym
wysokiej próby
w zwyczaju bez echa i pogłoski bes
liryki apelu
docierającego dalej i głębiej
niż Poniżenie Diany
przez harmonijne
zestroje stóp
i akcentów metrycznych
stawianych
na Ciszy i Ziemi Niczyjej
w Złotym maku
Ziemia to ziarnko –
naprawdę nie więcej,
a inne ziarnka –
planety i gwiazdy
A choć ich będzie
chyba sto tysięcy
to domek z ogrodem nad Jeziorem łabędzim
może stać
na każdym,
na każdej
pełno łez,
na Peronie łez
doskonała równoległość ciał i Dusz
jednodniowych,
a nasze wpadły na siebie
ocierając powieki
trochejem
amfibrachem
jambem
w
Theatrum mundi
ale i archipelagi trosk
Na przylądku Dobrej Nadziei
utkwiła moja melodia skarg
powszednich
Mgły nocne okryły żal nad
jutrem doskonałym
i ofiarą samą w sobie
ale niemożliwy,
ponieważ coś morzem być
może
zapewne ale bezprzykładne
drążenia skały kroplą łzy,
która nie wybiera liter uciekających z alfabetem
z języka sumienia
na ołtarze gorzkiej, Czarodziejskiej góry
i siostry jego Pogardy,
wypadające włosy
z Gniazda zastępczego mrozu
epoki karmienia piersią,
jak opady śniegu w czerwcu
albo zenit wpół do starości,
które obalają rządy przez mity
nićmi szat anarchiami tkane,
które władają (biegle)
Ogniem i mieczem
i w Sto lat do samotności czekany
Walc stulecia
zatańczony z książkoholikiem
Pytanie brzmi –
odpowiedź brzmi absencją?
Choć struna światła milczy, mając
całą gammę rosyjskiej ruletki
do Elizy, Do trupa,
do poduszki
Mojego Portu keja
przepełniona butlami z gazem
szlachetnej maści
kolory Wojny i pokoju biele
i czernie ksiąg białych wierszy
dzielą przez
Dwa księżyce
potoczne i literackie
(zakazane)
formy oddziaływania,
bo znają mnie tylko z jednej strony:
fal i bryz
mórz i przypływów
w kierunku dnienia,
Jeśli tylko nocą
ubierają się w ornaty
fałszerze Historii
wznoszą kolejne mauzolea
malują Kamienie
na szaniec
Bandyci od preparowania faktów
nie czytają psalmów
ekstrawertycy
to Głos z krwi
zostanie zdjęta z wokandy
Nagiego sadu
proporców majowych
w pochodzie
Ufności Lampionów
artykułowanych
Chlebem i solą,
kiedy drogę moją znaczy cień
w zwyczaju starszym
w zwyczaju szlachetniejszym
wysokiej próby
w zwyczaju bez echa i pogłoski bes
liryki apelu
docierającego dalej i głębiej
niż Poniżenie Diany
przez harmonijne
zestroje stóp
i akcentów metrycznych
stawianych
na Ciszy i Ziemi Niczyjej
w Złotym maku
Ziemia to ziarnko –
naprawdę nie więcej,
a inne ziarnka –
planety i gwiazdy
A choć ich będzie
chyba sto tysięcy
to domek z ogrodem nad Jeziorem łabędzim
może stać
na każdym,
na każdej
pełno łez,
na Peronie łez
doskonała równoległość ciał i Dusz
jednodniowych,
a nasze wpadły na siebie
ocierając powieki
trochejem
amfibrachem
jambem
w
Theatrum mundi

My rating
My rating
My rating
My rating