meta
dół jest po to by się unieść
na taką wysokość
aż po własne zaprzeczenie
wszak wznieść się wyżej
to jeszcze nie góra
ale już wybór
w pokonywaniu słabszego ja
rozedrzeć wnętrze głowy
to o wiele mniej niż rozedrzeć serce
sztuką jest unieść się
porównać zważyć która wartość
bliższa
stałeś się tak gorący jak płomień
albo wycinek słońca
co musi zajrzeć w lustro zimnej wody
by się schłodzić
by zobaczyć
którym blaskiem nasycić oczy
nie chcę być twoją łzą
twoje oczy lgną powyżej obłoków
którego wzór znają tylko dalekie błękity
miłość o której piszą poeci
nie trwa wiecznie
dlatego pozwoliłam ci się unieść
na wonną górę z której pić zapragnie każdy
do utraty tchu
wystarczy gdy myślą przytulisz
będę żywą w zapachu róż
i prawdą w słowie
dlatego pnij się każdego dnia wyżej
jak w nieurodzajnym ogrodzie powój
codziennie o jeden mały pąk wyżej
zapamięta to każda chwila co odbierała twoją moc
tam gdzieś jest meta
życie i równowaga trwająca wiecznie
roi się od zapachów nieznanych zmysłom
a miłość nie jest tylko pułapką nocnych mgieł
ale ze wszystkich szczęść najwyższym
czy jest mi smutno
nie
byłam świadkiem
jak każdy atom bólu rozrywa się w tobie
następstwem nie tylko
przedwcześnie
ozdobione srebrne pajęczyny głowy
lecz pogarda dla ducha
ale skąd mogliśmy wiedzieć
skoro to nasz pierwszy raz
na taką wysokość
aż po własne zaprzeczenie
wszak wznieść się wyżej
to jeszcze nie góra
ale już wybór
w pokonywaniu słabszego ja
rozedrzeć wnętrze głowy
to o wiele mniej niż rozedrzeć serce
sztuką jest unieść się
porównać zważyć która wartość
bliższa
stałeś się tak gorący jak płomień
albo wycinek słońca
co musi zajrzeć w lustro zimnej wody
by się schłodzić
by zobaczyć
którym blaskiem nasycić oczy
nie chcę być twoją łzą
twoje oczy lgną powyżej obłoków
którego wzór znają tylko dalekie błękity
miłość o której piszą poeci
nie trwa wiecznie
dlatego pozwoliłam ci się unieść
na wonną górę z której pić zapragnie każdy
do utraty tchu
wystarczy gdy myślą przytulisz
będę żywą w zapachu róż
i prawdą w słowie
dlatego pnij się każdego dnia wyżej
jak w nieurodzajnym ogrodzie powój
codziennie o jeden mały pąk wyżej
zapamięta to każda chwila co odbierała twoją moc
tam gdzieś jest meta
życie i równowaga trwająca wiecznie
roi się od zapachów nieznanych zmysłom
a miłość nie jest tylko pułapką nocnych mgieł
ale ze wszystkich szczęść najwyższym
czy jest mi smutno
nie
byłam świadkiem
jak każdy atom bólu rozrywa się w tobie
następstwem nie tylko
przedwcześnie
ozdobione srebrne pajęczyny głowy
lecz pogarda dla ducha
ale skąd mogliśmy wiedzieć
skoro to nasz pierwszy raz

My rating
My rating
@ PIERRE
Dziękuję za ocenę. Mogłabym Pana wyprowadzić z błędu, ale każdy z nas ma prawo odczytać poezję inaczej. Dziękuję za poczytanie i również pozdrawiam :)My rating
Moja ocena
Pięknie opisana młodzieńcza miłość:)Dziękuję p. Pani Wiesławo:)