Vanitas vanitatum

Autor:  Michał Muszalik
5.0/5 | 3


Dzień niczym popiół opadł na miasto
szarugą zimnego ranka,
na wpół wilgotną, wpół mroźną mgłą.

Niezdarny koncert wilgi niesie się w przestrzeń
poszarpaną nagimi palcami gałęzi.

Samochód, pokutnik na kołach, przymrużył światło i sunie
przez pluchę, przez chłód, w niewiadomym celu.

I dziury w jezdni rosną w niezgłębione przepaście.

Marność nad marnościami? Owszem,
ale możemy przecież w marności tej się odnaleźć,
to znaczy mówić o wielkim szczęściu.



 
Kommentare


Meine Bewertung

Meine Bewertung:  

Meine Bewertung

Meine Bewertung:  

Meine Bewertung

Meine Bewertung: