To Dobry Chłopina

Autor:  Marceli Frank
5.0/5 | 5


Biedotę nikt nie wspomoże
Nakładają jej na plecy
Obżarci papuśnie trwając w dostatku
Jeszcze - jeszcze - i jeszcze ...
I nogi ugina chłopina
Ile on wytrzyma ?

A ból i głód
I jego dziecię szarpię za schodzony ciuch
Otwierają buzie niczym ptaki dziób
Opuszcza spocone czoło i szepcze bezradnie :
Panie mój daj mi siłę bym wykarmić je mógł
Ja nic nie potrzebuje rodzina mym sercem
Żyje puki bije daj mi tą siłę ?
.........................................................................


W szmatach roboczych wstaje i kładzie się spać
Matka chora - ojca brak
Żona alkoholiczka
Czy to rodzina patologiczna ?

Potomstwo bawiące pustą butelką piwa
Wyobrażający w piaskownicy ciągnik
W lodówce pusto pełno pogiętych puszek
Brudną rączką dzieli okruszek....

Wszelakiej recepcie poprawy egzystencji
Modlitwa rozmowa z Bogiem napędem
Lecz ośle uszy trzeba postawić i marchewkę gonić
Walcząc o wspólne dobro własnej krwi
Swoje tak wypłaczesz i wykrzyczysz !

Po prostu chce żyletkę tępić
Łagodzić szarość istnienia
Kolorowo malować słowo
I cóż z tego jak barwa odpada
I rdzawą gorycz znaczenia odsłania

Poem versions


 
Kommentare


Meine Bewertung

Meine Bewertung:  

Meine Bewertung

Meine Bewertung:  

Meine Bewertung

Meine Bewertung:  

Moja ocena

dobry
Meine Bewertung:  

Meine Bewertung

Meine Bewertung: