studnia posłuchu
I stało się pewnego dnia
że przyszedł do wsi mędrzec
o głosie jak grzmot
i stanąwszy na rynku
wykrzykiwał do ludu
mądrości wielkie
lecz ludzie mijali go śpiesznie
zakrywając uszy
a słowa jego padały na ziemię
jak suche liście
i nikt ich nie podnosił
Zaprawdę powiadam wam
nie trzymajcie swoich uszu pod okulary
zasiadł mędrzec przygaszony
na skraju drogi
i smutny w sercu swoim rzekł
"Czemuż to lud ten jest głuchy na Prawdę?"
Wtedy podszedł doń wiekowy ogrodnik
który doglądał usychającego sadu i rzekł:
„Oto przynosisz im wodę w dzbanie
ale nie baczyłeś
że ich naczynia są już po brzeg
napełnione goryczą i troską.
Jakże chcesz wlać swe słowa tam
gdzie nie ma już miejsca?”.
Zaprawdę powiadam wam
nie trzymajcie swoich uszu pod okulary
I zrozumiał mędrzec słowa te.
Wstał i usiadł między ludem przy studni.
Nie otwierał ust swoich przez wiele dni
lecz skłaniał ucho ku każdemu
kto doń przychodził.
Słuchał o bólu wdowy
o trudzie oracza
i o lękach tych co błądzili w ciemności.
I poznawszy głód ich serc
opróżnił ich naczynia z żalu
dając im swój posłuch.
A gdy wreszcie przemówił
nie musiał już podnosić głosu.
Słowa jego stały się dla nich
jak deszcz dla spękanej ziemi
albowiem nie pouczał nikogo
tylko odpowiadał na pytania
które usłyszał z ich ust wcześniej.
Zaprawdę powiadam wam
nie trzymajcie swoich uszu pod okulary
Kto ma uszy do słuchania
niechaj najpierw uczy się słuchać innych
by głos jego nie stał się tylko miedzią
brzęczącą na pustkowiu.
że przyszedł do wsi mędrzec
o głosie jak grzmot
i stanąwszy na rynku
wykrzykiwał do ludu
mądrości wielkie
lecz ludzie mijali go śpiesznie
zakrywając uszy
a słowa jego padały na ziemię
jak suche liście
i nikt ich nie podnosił
Zaprawdę powiadam wam
nie trzymajcie swoich uszu pod okulary
zasiadł mędrzec przygaszony
na skraju drogi
i smutny w sercu swoim rzekł
"Czemuż to lud ten jest głuchy na Prawdę?"
Wtedy podszedł doń wiekowy ogrodnik
który doglądał usychającego sadu i rzekł:
„Oto przynosisz im wodę w dzbanie
ale nie baczyłeś
że ich naczynia są już po brzeg
napełnione goryczą i troską.
Jakże chcesz wlać swe słowa tam
gdzie nie ma już miejsca?”.
Zaprawdę powiadam wam
nie trzymajcie swoich uszu pod okulary
I zrozumiał mędrzec słowa te.
Wstał i usiadł między ludem przy studni.
Nie otwierał ust swoich przez wiele dni
lecz skłaniał ucho ku każdemu
kto doń przychodził.
Słuchał o bólu wdowy
o trudzie oracza
i o lękach tych co błądzili w ciemności.
I poznawszy głód ich serc
opróżnił ich naczynia z żalu
dając im swój posłuch.
A gdy wreszcie przemówił
nie musiał już podnosić głosu.
Słowa jego stały się dla nich
jak deszcz dla spękanej ziemi
albowiem nie pouczał nikogo
tylko odpowiadał na pytania
które usłyszał z ich ust wcześniej.
Zaprawdę powiadam wam
nie trzymajcie swoich uszu pod okulary
Kto ma uszy do słuchania
niechaj najpierw uczy się słuchać innych
by głos jego nie stał się tylko miedzią
brzęczącą na pustkowiu.
Poem versions

Meine Bewertung
Meine Bewertung
Meine Bewertung