Szał uniesień
Wytrwaliśmy w pokorze
akredytowani razowym
meldunkiem z frontu
niemi, głusi, ślepi
na dobro dziedziczne
w twojej dłoni Jeziorany
w tym sercu habenda,
której kustosz
oprowadza po guberni
kryształowe sny
wysokiej próby
na ustach farsa,
bo nie uczesałaś myśli
dylematami kochanków wiosny
szekspirowskich –
dram
złu Dekabryzmem
świadczące nenufary
wiekuiście
pływające w baroku jeszcze
pochodnie
rozłupuje się Mimesis na dwie
Kamienne tablice
światło między oceanami
odbite od północy
wroga w butelce niosącego
wieść morze
tudzież można wyznaczyć azymut
radykalnego kąta
idei uniwersum,
który okraszał świt
immersji talentów
pomnożonych glorią
na wysokości huśtawki
nastrojów Epilogu burzy
w Kamieniach, kamieniach Thanatosa
jednodniowej wiosny
niwą lśniącej
w środku parzonej herbaty
wpływu jej na
nihilizm
agent - gwiazdy
ewakuowany z przymierza
łez wylewanych
nadaremno
do beczki, w której
sypia filozof
a jego muzy
nadaremno
pójdą na całość z Księżycem,
a miłość jego jedyna
do sprawy oczywistej
dojrzewania w cieniu
emira księżycowego
srebra,
wydobywam z siebie
sztabki patosu
surowej piersi,
gdzie uwieszono
Order Uśmiechu
i Białego orła,
który podrywa się do lotu
i okiem słońca
ludzkości rozgromy
przenika
Zielone mile
u wrót fortepianu
struna
z Bogiem odegrane glissando
godzi się, jest możliwe
cierpiąca zatrzęsienie
w garderobie natury
koloru tęczy batuta
i kostium błazna
przybrany przez
apologetów cudzysłowu,
w którym mieści się
słowo cudze
i Jego miłość Arché
zalogowani do rzeczy
najmniejszych
wolimy jedno życie razem
niż samotność przez wszystkie ery tego świata
zalogowani do rzeczy
krytycznej
rozważamy ważne
i nieuchwytne
samobójcze głoski
w językach
kolorach skóry
obrzędach szału uniesień
zalogowani
na dobre i złe
na życie i śmierć
– według
marzeń i snów
żądz polisemią
bezwzględne arcydzieło
płacząc rymami
osiągnęło
metafizyczne
clou
apogeum
akredytowani razowym
meldunkiem z frontu
niemi, głusi, ślepi
na dobro dziedziczne
w twojej dłoni Jeziorany
w tym sercu habenda,
której kustosz
oprowadza po guberni
kryształowe sny
wysokiej próby
na ustach farsa,
bo nie uczesałaś myśli
dylematami kochanków wiosny
szekspirowskich –
dram
złu Dekabryzmem
świadczące nenufary
wiekuiście
pływające w baroku jeszcze
pochodnie
rozłupuje się Mimesis na dwie
Kamienne tablice
światło między oceanami
odbite od północy
wroga w butelce niosącego
wieść morze
tudzież można wyznaczyć azymut
radykalnego kąta
idei uniwersum,
który okraszał świt
immersji talentów
pomnożonych glorią
na wysokości huśtawki
nastrojów Epilogu burzy
w Kamieniach, kamieniach Thanatosa
jednodniowej wiosny
niwą lśniącej
w środku parzonej herbaty
wpływu jej na
nihilizm
agent - gwiazdy
ewakuowany z przymierza
łez wylewanych
nadaremno
do beczki, w której
sypia filozof
a jego muzy
nadaremno
pójdą na całość z Księżycem,
a miłość jego jedyna
do sprawy oczywistej
dojrzewania w cieniu
emira księżycowego
srebra,
wydobywam z siebie
sztabki patosu
surowej piersi,
gdzie uwieszono
Order Uśmiechu
i Białego orła,
który podrywa się do lotu
i okiem słońca
ludzkości rozgromy
przenika
Zielone mile
u wrót fortepianu
struna
z Bogiem odegrane glissando
godzi się, jest możliwe
cierpiąca zatrzęsienie
w garderobie natury
koloru tęczy batuta
i kostium błazna
przybrany przez
apologetów cudzysłowu,
w którym mieści się
słowo cudze
i Jego miłość Arché
zalogowani do rzeczy
najmniejszych
wolimy jedno życie razem
niż samotność przez wszystkie ery tego świata
zalogowani do rzeczy
krytycznej
rozważamy ważne
i nieuchwytne
samobójcze głoski
w językach
kolorach skóry
obrzędach szału uniesień
zalogowani
na dobre i złe
na życie i śmierć
– według
marzeń i snów
żądz polisemią
bezwzględne arcydzieło
płacząc rymami
osiągnęło
metafizyczne
clou
apogeum

Meine Bewertung
Meine Bewertung
Meine Bewertung
Meine Bewertung
Meine Bewertung
Meine Bewertung