Kaszkiet
Była sobie litera — U,
otwarta jak dłonie do śmiechu,
i nagle T, trochę nieśmiałe,
wskoczyło w jej miękkie objęcie.
Zadrżał kształt —
i już nie były osobno,
tylko uśmiechem,
co rodzi się między znakami.
T zgubiło swój kaszkiet,
ukłoniło się szeroko światu,
jakby chciało powiedzieć „dzień dobry”
bez słów, tylko formą.
A litery — ach, litery —
znają swoje sekrety,
wirują parami,
znikają i wracają w nowych rolach.
Bo przecież W,
gdy spojrzysz inaczej,
staje na głowie —
i udaje M.
I wszystko się zmienia,
choć wciąż pozostaje tym samym —
alfabet oddycha cicho,
w rytmie wyobraźni.
otwarta jak dłonie do śmiechu,
i nagle T, trochę nieśmiałe,
wskoczyło w jej miękkie objęcie.
Zadrżał kształt —
i już nie były osobno,
tylko uśmiechem,
co rodzi się między znakami.
T zgubiło swój kaszkiet,
ukłoniło się szeroko światu,
jakby chciało powiedzieć „dzień dobry”
bez słów, tylko formą.
A litery — ach, litery —
znają swoje sekrety,
wirują parami,
znikają i wracają w nowych rolach.
Bo przecież W,
gdy spojrzysz inaczej,
staje na głowie —
i udaje M.
I wszystko się zmienia,
choć wciąż pozostaje tym samym —
alfabet oddycha cicho,
w rytmie wyobraźni.

Meine Bewertung
Meine Bewertung
Meine Bewertung
Meine Bewertung