Burza
Burza
Na Anioł Pański rozbiły się dzwony
w zielonej ciszy świerszczy niespokojnych
atrament płynie błękit przyćmiony
doliny stłumiły burzowy oddech
pszeniczne snopy splątały powrósła
stopy kaleczy zjeżone ściernisko
wiatr niespokojny rozczochrał niebiosa
w oddali żyła złocista rozbłysła
staruszka w izbie różaniec odmawia
z pokorą patrzy jak chylą się drzewa
w sieni skulone leży stare psisko
bezkresna pustka na polach rozbrzmiewa
Świerkowe drzwi już zaryglowane
na parapecie pajda i gromnica
pod blachą ogień leniwie przygasa
za piecem siedzi przejęta pannica
Wyje w kominie niepokój złowieszczo
obrazy świętych zerkają ze ściany
myśli rozprasza tykanie zegara
ulewa okna obrzuca kroplami
Mijają chwile wracają wspomnienia
o tych co dawno odeszli od żywych
o bosym Stasiu co kwiaty zbierał
i nosił do Bozi beztrosko szczęśliwy
Umarł Stasieniek utopił się Karol
matka musiała pogrzebać swych synów
w sercu do końca cierpienie skrywała
daj dobry Boże utrzymać rodzinę
Bywało różnie czas plątał ścieżki
uboga chata schronienie dawała
przetrwała Niemców przetrwała i Rosjan
choć często bieda do izby pukała
Pomimo trudów pokorą i pracą
plony zebrane a mąka się bieli
chleb dla wędrowca szacunkiem odpłaca
dziękczynność ludzi pokłonem się ścieli
Kto umie dostrzec człowieka wśród ludzi
i podać rękę bliźniemu w potrzebie
pojął istotę ludzkiego istnienia
bo na tym świecie nie żyjesz dla siebie
~Anka Sasanka
Na Anioł Pański rozbiły się dzwony
w zielonej ciszy świerszczy niespokojnych
atrament płynie błękit przyćmiony
doliny stłumiły burzowy oddech
pszeniczne snopy splątały powrósła
stopy kaleczy zjeżone ściernisko
wiatr niespokojny rozczochrał niebiosa
w oddali żyła złocista rozbłysła
staruszka w izbie różaniec odmawia
z pokorą patrzy jak chylą się drzewa
w sieni skulone leży stare psisko
bezkresna pustka na polach rozbrzmiewa
Świerkowe drzwi już zaryglowane
na parapecie pajda i gromnica
pod blachą ogień leniwie przygasa
za piecem siedzi przejęta pannica
Wyje w kominie niepokój złowieszczo
obrazy świętych zerkają ze ściany
myśli rozprasza tykanie zegara
ulewa okna obrzuca kroplami
Mijają chwile wracają wspomnienia
o tych co dawno odeszli od żywych
o bosym Stasiu co kwiaty zbierał
i nosił do Bozi beztrosko szczęśliwy
Umarł Stasieniek utopił się Karol
matka musiała pogrzebać swych synów
w sercu do końca cierpienie skrywała
daj dobry Boże utrzymać rodzinę
Bywało różnie czas plątał ścieżki
uboga chata schronienie dawała
przetrwała Niemców przetrwała i Rosjan
choć często bieda do izby pukała
Pomimo trudów pokorą i pracą
plony zebrane a mąka się bieli
chleb dla wędrowca szacunkiem odpłaca
dziękczynność ludzi pokłonem się ścieli
Kto umie dostrzec człowieka wśród ludzi
i podać rękę bliźniemu w potrzebie
pojął istotę ludzkiego istnienia
bo na tym świecie nie żyjesz dla siebie
~Anka Sasanka

My rating
@ PIERRE
Dziękuję bardzo za zwrócenie uwagi na wiersz i pozdrawiam serdecznie:)My rating
Moja ocena
Bardzo zgrabny to bukiet domostwa,puenta zaś stanowczo-mądra:)
Gratuluję i pozdrawiam:)
My rating
My rating