Miasto niczyje
Gdzieś pomiędzy ciszą a słowem, z mgły wyłania się miasto.
Puste w nim cztery ściany, jakich wiele.
Ulice jakby martwe, spowite ciemnością.
Drzewa płoną czerwienią, całe lasy, pożar znaczeń.
W powietrzu czuć siarkę.
Za każdym wdechem wszystko zwalnia. staje się obojętne.
Najważniejsze jednak, by nie zabrakło sił, snów, marzeń...
Chmury zraszają wszystko milionami iskier.
Przestrzeń nad wyraz nieprzeźroczysta, drży.
Dekompresja wyobraźni. Niewyobrażalna pustka.
Nic, czym można by ją wypełnić.
Myśli, czyny, wszystko trujące.
wbrew pozorom, miasto jakich wiele,
lecz w każdym to samo, wypaliło się już tysiące słońc.
Zasiany strach i ból a wszystko mogłaby zmienić jedna osoba, której sama
Obecność zmieniłaby wygląd miasta, miasta, w którym się nigdy nie pojawi.
Puste w nim cztery ściany, jakich wiele.
Ulice jakby martwe, spowite ciemnością.
Drzewa płoną czerwienią, całe lasy, pożar znaczeń.
W powietrzu czuć siarkę.
Za każdym wdechem wszystko zwalnia. staje się obojętne.
Najważniejsze jednak, by nie zabrakło sił, snów, marzeń...
Chmury zraszają wszystko milionami iskier.
Przestrzeń nad wyraz nieprzeźroczysta, drży.
Dekompresja wyobraźni. Niewyobrażalna pustka.
Nic, czym można by ją wypełnić.
Myśli, czyny, wszystko trujące.
wbrew pozorom, miasto jakich wiele,
lecz w każdym to samo, wypaliło się już tysiące słońc.
Zasiany strach i ból a wszystko mogłaby zmienić jedna osoba, której sama
Obecność zmieniłaby wygląd miasta, miasta, w którym się nigdy nie pojawi.

My rating
My rating
My rating
My rating