Spacer
Wieczorny spacer — aleją naszą,
gdzie gwiazdy cicho płyną po niebie.
Płyną bałwanki ze śnieżnych marzeń,
z nosem z marchewki, zielonym uchem,
a cały świat jakby był z gumy —
ugina się lekko pod dotykiem snu.
Zwracam się do Pana:
co by to było, gdyby…
Lecz „gdybanie” zostawiam ciszy.
Ja wolę ciszę — tę najbliższą,
co siada obok jak dobry przyjaciel.
Na ścianie zegar odmierza noc,
kukułka kuka — raz, drugi, trzeci,
a czas, jak światło księżyca,
przemyka przez palce.
Podnieść to, co twoje.
Podnieść z ziemi zagubione słowo,
czyjąś dłoń, spojrzenie, nadzieję.
Bo miłość to razem —
nie na jedną stronę,
lecz na wszystkie strony świata.
I kiedy alejką wracają gwiazdy,
a noc otula nas miękkim milczeniem,
wiem tylko jedno:
że najpiękniej jest iść obok,
bez pytania „co by było, gdyby”,
gdy serce zna odpowiedź
wcześniej niż zegar wybije północ.
gdzie gwiazdy cicho płyną po niebie.
Płyną bałwanki ze śnieżnych marzeń,
z nosem z marchewki, zielonym uchem,
a cały świat jakby był z gumy —
ugina się lekko pod dotykiem snu.
Zwracam się do Pana:
co by to było, gdyby…
Lecz „gdybanie” zostawiam ciszy.
Ja wolę ciszę — tę najbliższą,
co siada obok jak dobry przyjaciel.
Na ścianie zegar odmierza noc,
kukułka kuka — raz, drugi, trzeci,
a czas, jak światło księżyca,
przemyka przez palce.
Podnieść to, co twoje.
Podnieść z ziemi zagubione słowo,
czyjąś dłoń, spojrzenie, nadzieję.
Bo miłość to razem —
nie na jedną stronę,
lecz na wszystkie strony świata.
I kiedy alejką wracają gwiazdy,
a noc otula nas miękkim milczeniem,
wiem tylko jedno:
że najpiękniej jest iść obok,
bez pytania „co by było, gdyby”,
gdy serce zna odpowiedź
wcześniej niż zegar wybije północ.

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
...jak jesień...
pięknyMy rating