Rymy z ikrą
Jeśli chciałbyś
Wykraść
Swój incydent
Poezjowania
Z walizy Attaché
Nie mojego
Raju
Zarezerwuj
W hotelu
Dobę obecną
Albo przynajmniej
Jutro, które już goni Vanitas
W republice
Niekoniecznie słów
Także niekoniecznie czynów
Domniemane prawdy
Na pergaminie
Zwinięte w rulon
Kurzą się
Relegując swoich mocodawców
Na niższe szczeble
Drabiny Jakuba
Uniwersalne akumulatory
Mego talentu
Intelektualne
Panele Voltaire'czne
Choć ich
Kultura nie dotyczy
Osobiście
Mając powyższe motto
Za prawo łaski dłuta
W głębi
Wbitego w dno Atlantydy
Apostrofy
Oceanu Spokoju Ducha
Na środku morza Czarnego
Scenariusza pogrzebu
Nieujarzmione fale
Na brzegu rozgwiazdy
Celebrują Wesele Młodej Polski
Lśniące baśnią braci Grimm
O odpływie
Bo nie jestem rybakiem
Ani nawet nie tańczyłem z Eurydyką
A nawet gdyby,
Ta bierna strona
To nie jest moja złota rybka
Usługi zecerskie
Przejmuje AI
Na lata przestepne
I godziny szczytu
Wolę sieci
Endecji
Ale przez spięcie
Wydalono mnie
Z Zimnego Kraju
Gdzie płyną rzeki złota
Lepiej może
Być tragarzem
Nosić nadzieję
Do stóp mecenatu tej armii
I mienia
Gdzie nie ma
Już w czym ryć
Modlitwy apodyktycznych kochanków
Zabrały w morze
Pewności Grechutę
Gdzie srebrne ramy epok
Ale aby
Przyszło nam
Łamać szczeble
Jak chleb
Od ciężaru metafory,
Której przeznaczenie
Winduje nas
Na szczyty
Wzgórz
Twego ciała
Wystarczy incipit
To do niego
Się wkradam
I z niego wynoszę
Szczęście
Zakodowane
Pełnią
Świętości
Rybackiej sieci
Która obfituje
W cuda
Nagie, gołe Wierchy
Widziane
Słyszane
A nie uwierzono
Wykraść
Swój incydent
Poezjowania
Z walizy Attaché
Nie mojego
Raju
Zarezerwuj
W hotelu
Dobę obecną
Albo przynajmniej
Jutro, które już goni Vanitas
W republice
Niekoniecznie słów
Także niekoniecznie czynów
Domniemane prawdy
Na pergaminie
Zwinięte w rulon
Kurzą się
Relegując swoich mocodawców
Na niższe szczeble
Drabiny Jakuba
Uniwersalne akumulatory
Mego talentu
Intelektualne
Panele Voltaire'czne
Choć ich
Kultura nie dotyczy
Osobiście
Mając powyższe motto
Za prawo łaski dłuta
W głębi
Wbitego w dno Atlantydy
Apostrofy
Oceanu Spokoju Ducha
Na środku morza Czarnego
Scenariusza pogrzebu
Nieujarzmione fale
Na brzegu rozgwiazdy
Celebrują Wesele Młodej Polski
Lśniące baśnią braci Grimm
O odpływie
Bo nie jestem rybakiem
Ani nawet nie tańczyłem z Eurydyką
A nawet gdyby,
Ta bierna strona
To nie jest moja złota rybka
Usługi zecerskie
Przejmuje AI
Na lata przestepne
I godziny szczytu
Wolę sieci
Endecji
Ale przez spięcie
Wydalono mnie
Z Zimnego Kraju
Gdzie płyną rzeki złota
Lepiej może
Być tragarzem
Nosić nadzieję
Do stóp mecenatu tej armii
I mienia
Gdzie nie ma
Już w czym ryć
Modlitwy apodyktycznych kochanków
Zabrały w morze
Pewności Grechutę
Gdzie srebrne ramy epok
Ale aby
Przyszło nam
Łamać szczeble
Jak chleb
Od ciężaru metafory,
Której przeznaczenie
Winduje nas
Na szczyty
Wzgórz
Twego ciała
Wystarczy incipit
To do niego
Się wkradam
I z niego wynoszę
Szczęście
Zakodowane
Pełnią
Świętości
Rybackiej sieci
Która obfituje
W cuda
Nagie, gołe Wierchy
Widziane
Słyszane
A nie uwierzono

My rating
My rating
My rating