Dwa tysiące powodów
Załoga poezji
i błogostan liryki
wjedzie
na rynek
Miasta Słońca
Tam czeka
Trybuna ludu
skandująca
hasła romantyczne
o piękności
i wolności
ale również
rumie
Byleby nasycić
ego
Sumienie
oczyścić poprzez
Katharsis
sztuki nad
sztuką
nauką nad
nauki
i życiem nad
życie
W lotach
na mamucie
dotykamy nieba
ale i
trud stworzenia
ciągle sięga absolutu
Jedynej constans
w ucieczce
przez rozdziału
ustępy, księgi
kryje się zbawienie
Akt lubieżny –
trochę poezji
i szczyptę rozpusty
w sercach
i na ciele
Znaki czasu
lekcje aforyzmów
dochodzą swej
istoty
Walne zgromadzenie
oddechów
wypełnia rym
dla
altruistycznej
wyborowej
duszy
Domie Złoty
i Gwiazdo zaranna
Arko moja, Arko
zmieszczona w łupinie
orzecha
cierpiąca za
Miljony
w błysku fleszy
imię jej
bohaterska
Pani Dulska –
hipokryzja
odkładana
linijkę
po milczeniu
milczenie po
gwieździe
gwiazda przed
jurą
Ach te dotkliwe
wschody słońca
w grawerze
naszyjnika,
który lśni
na soborze docierania
słońca
Układy
przeżarte
rdzą
choć to
metal szlachetny
medale kute
w pośpiechu
na celebrę
piękna i brzydoty
wysłane na
banicję
w dwóch turach
zniesmaczenia
Prawda
pozawijana
w rulon
Płonie na
stosie
myśl przeznaczenia
myśli
nieuczesanej
i myśli urojonej
w obwolucie
statystyki
i prawdopodobieństwa
zaistnienia
w głowach i umysłach
ludzi prawych
ale i Człowieka
z wysokiego zamku
gdzie padają
łzy
uderzając całym
jestestwem
o bruk
i pęka ziemia
z inskrypcjami
proroków
A nikt nie złoży
laurowego
wieńca
Będą o nas
mówić potomni
w różnych
językach
estymie
w mirze
i na kartach
Historii
strzepując
kurz
by coś zostało
z dni płodnych
ustanawiających
ciszę
i brzmienie
na pięciolinii
gdzie wisi
Judasz
Ten sam
zdrajca stanu powagi
prozy życia
i mowy wiązanej
Jestem echem
tego, co było
kiedyś
Będę krystaliczną
zbawczą łzą
na policzku
antycznego filozofa
bo resztę
dorobku ludzkości
dwa tysiące lat
dojrzewających win
ago
pokolorowałem
i spaliłem
jutro
i błogostan liryki
wjedzie
na rynek
Miasta Słońca
Tam czeka
Trybuna ludu
skandująca
hasła romantyczne
o piękności
i wolności
ale również
rumie
Byleby nasycić
ego
Sumienie
oczyścić poprzez
Katharsis
sztuki nad
sztuką
nauką nad
nauki
i życiem nad
życie
W lotach
na mamucie
dotykamy nieba
ale i
trud stworzenia
ciągle sięga absolutu
Jedynej constans
w ucieczce
przez rozdziału
ustępy, księgi
kryje się zbawienie
Akt lubieżny –
trochę poezji
i szczyptę rozpusty
w sercach
i na ciele
Znaki czasu
lekcje aforyzmów
dochodzą swej
istoty
Walne zgromadzenie
oddechów
wypełnia rym
dla
altruistycznej
wyborowej
duszy
Domie Złoty
i Gwiazdo zaranna
Arko moja, Arko
zmieszczona w łupinie
orzecha
cierpiąca za
Miljony
w błysku fleszy
imię jej
bohaterska
Pani Dulska –
hipokryzja
odkładana
linijkę
po milczeniu
milczenie po
gwieździe
gwiazda przed
jurą
Ach te dotkliwe
wschody słońca
w grawerze
naszyjnika,
który lśni
na soborze docierania
słońca
Układy
przeżarte
rdzą
choć to
metal szlachetny
medale kute
w pośpiechu
na celebrę
piękna i brzydoty
wysłane na
banicję
w dwóch turach
zniesmaczenia
Prawda
pozawijana
w rulon
Płonie na
stosie
myśl przeznaczenia
myśli
nieuczesanej
i myśli urojonej
w obwolucie
statystyki
i prawdopodobieństwa
zaistnienia
w głowach i umysłach
ludzi prawych
ale i Człowieka
z wysokiego zamku
gdzie padają
łzy
uderzając całym
jestestwem
o bruk
i pęka ziemia
z inskrypcjami
proroków
A nikt nie złoży
laurowego
wieńca
Będą o nas
mówić potomni
w różnych
językach
estymie
w mirze
i na kartach
Historii
strzepując
kurz
by coś zostało
z dni płodnych
ustanawiających
ciszę
i brzmienie
na pięciolinii
gdzie wisi
Judasz
Ten sam
zdrajca stanu powagi
prozy życia
i mowy wiązanej
Jestem echem
tego, co było
kiedyś
Będę krystaliczną
zbawczą łzą
na policzku
antycznego filozofa
bo resztę
dorobku ludzkości
dwa tysiące lat
dojrzewających win
ago
pokolorowałem
i spaliłem
jutro

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating