Tu i potem.
Poranek kładzie dłoń na ciszy,
jakby pytał, czy wolno zacząć.
Światło uczy się imion rzeczy,
a oddech wraca do ciała.
Myśli płyną wolniej niż czas,
ocierają się o brzegi snu.
W spojrzeniu dojrzewa decyzja,
choć jeszcze nie zna swojego głosu.
Wieczór domyka krąg łagodnie —
nic nie musi być nazwane.
Wystarczy, że to, co przyszło,
zostanie na chwilę.
Bo chwila tu i teraz
rozsiewa zagon kwiatów.
Urodziny są toastem istnienia,
a sześciu braci kowali
kuje dzień w ciszy.
jakby pytał, czy wolno zacząć.
Światło uczy się imion rzeczy,
a oddech wraca do ciała.
Myśli płyną wolniej niż czas,
ocierają się o brzegi snu.
W spojrzeniu dojrzewa decyzja,
choć jeszcze nie zna swojego głosu.
Wieczór domyka krąg łagodnie —
nic nie musi być nazwane.
Wystarczy, że to, co przyszło,
zostanie na chwilę.
Bo chwila tu i teraz
rozsiewa zagon kwiatów.
Urodziny są toastem istnienia,
a sześciu braci kowali
kuje dzień w ciszy.

My rating
My rating
My rating
My rating