Poranny
noc kona za plecami
stoję niczym w potrzasku
na wschodzie pożoga rośnie
drzewom korony rozpala
chwila błogosławiona
gdy w złote ziarenka piasku
światło się wkrada ukośnie
na dotyk sobie pozwala
kurczą się z wolna źrenice
ostrząc obrazu kontury
zachwyt zmieszany z pokorą
nakłania do przyklęku
oczy spragnione nasycę
nim dzień okryją chmury
ptaki na świadków biorąc
dzień rozpoczynam bez lęku
Albin
stoję niczym w potrzasku
na wschodzie pożoga rośnie
drzewom korony rozpala
chwila błogosławiona
gdy w złote ziarenka piasku
światło się wkrada ukośnie
na dotyk sobie pozwala
kurczą się z wolna źrenice
ostrząc obrazu kontury
zachwyt zmieszany z pokorą
nakłania do przyklęku
oczy spragnione nasycę
nim dzień okryją chmury
ptaki na świadków biorąc
dzień rozpoczynam bez lęku
Albin

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating