Poranny

author:  ALbin
5.0/5 | 5


noc kona za plecami
stoję niczym w potrzasku
na wschodzie pożoga rośnie
drzewom korony rozpala

chwila błogosławiona
gdy w złote ziarenka piasku
światło się wkrada ukośnie
na dotyk sobie pozwala

kurczą się z wolna źrenice
ostrząc obrazu kontury
zachwyt zmieszany z pokorą
nakłania do przyklęku

oczy spragnione nasycę
nim dzień okryją chmury
ptaki na świadków biorąc
dzień rozpoczynam bez lęku

Albin



 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating: