EL QAHIRA… W AL-JAZEERA
EL QAHIRA… W AL-JAZEERA
U stóp Gizy w cieniu piramid
znów tłum na placu Tahrir
enfant terrible świata… niestety
jak zmora Kair się czai
i choć zwycięska stolica
El Qahira… Gohera
nie ma czaru ni zapachu kobiety
Brudna i obskurna
hałaśliwa chimera
jak dżuma w domu wariatów
jak na Haiti cholera… cholera
nie wy'Trwam tu długo
jak z tivi i radiem… Maryją
z czarno czerwoną… Al - Jazeerą
Nic… tylko ramadan
islamu habitat… bałagan
brak piwa, szampana… madame
excuse moi… spadam
tu też wszechobecna religia
nieznośna… i jak każda fałszywa
Osobliwy… jak wirus szalony
reżim ciapatych… wypastowanych
a jak czerwony
też czołobitność na klęczkach
a gdy tu ziemskie przeżyjesz piekło
granatami obwiesisz się w pęczkach
gwarantują ci raj namiestnicy
Drapieżcy ciemności… tamci i ci
fundamentaliści… psychodelicy
egzorcyści… socjopaci… celebryci
że niebo nieba'wem zobaczysz
teraz znoś mizerię… modły i haszysz
oni byleby syci
dusz i sumień niesumienni masażyści
Kolejni samozwańczy prorocy
ortodoksi moherowi… mahoniowi
stetryczali starcy… ciągle nowi
szwadrony wiernych strażników nocy
p'islamistów… mantry socartystów
tubylców rdzy redempto terrorystów
Arafata… Bin Ladena i guru kapłana
Piruet religii… aż mdli
urojeń reliktów regalia
maluczkich narkotyk… opium dla mas
dopalacze
amor moherów Omar muchomor
Dżihad… El-Fatah… Hamas
omamień czarna ospa… malaria
z czerwoną zarazą mez'alians
Degrengolada… mało !
jak w skrablach abrakadabra… makabra
imamy… immanentne omamy
Mahomet ciągle gdzieś się ukrywa
a wielki jest Allah ?
i zstępuje czasem na Ziemię
by niebo rozgwieżdżone wojną oglądać
Oglądać opacznie… ustawiać ukośnie
Allah ach… oparty o bar
a Mahomet
nie na żarty - jeszcze rośnie !
⊰Ҝღ$⊱……………………………………………………… Kair - 17 października '1O
U stóp Gizy w cieniu piramid
znów tłum na placu Tahrir
enfant terrible świata… niestety
jak zmora Kair się czai
i choć zwycięska stolica
El Qahira… Gohera
nie ma czaru ni zapachu kobiety
Brudna i obskurna
hałaśliwa chimera
jak dżuma w domu wariatów
jak na Haiti cholera… cholera
nie wy'Trwam tu długo
jak z tivi i radiem… Maryją
z czarno czerwoną… Al - Jazeerą
Nic… tylko ramadan
islamu habitat… bałagan
brak piwa, szampana… madame
excuse moi… spadam
tu też wszechobecna religia
nieznośna… i jak każda fałszywa
Osobliwy… jak wirus szalony
reżim ciapatych… wypastowanych
a jak czerwony
też czołobitność na klęczkach
a gdy tu ziemskie przeżyjesz piekło
granatami obwiesisz się w pęczkach
gwarantują ci raj namiestnicy
Drapieżcy ciemności… tamci i ci
fundamentaliści… psychodelicy
egzorcyści… socjopaci… celebryci
że niebo nieba'wem zobaczysz
teraz znoś mizerię… modły i haszysz
oni byleby syci
dusz i sumień niesumienni masażyści
Kolejni samozwańczy prorocy
ortodoksi moherowi… mahoniowi
stetryczali starcy… ciągle nowi
szwadrony wiernych strażników nocy
p'islamistów… mantry socartystów
tubylców rdzy redempto terrorystów
Arafata… Bin Ladena i guru kapłana
Piruet religii… aż mdli
urojeń reliktów regalia
maluczkich narkotyk… opium dla mas
dopalacze
amor moherów Omar muchomor
Dżihad… El-Fatah… Hamas
omamień czarna ospa… malaria
z czerwoną zarazą mez'alians
Degrengolada… mało !
jak w skrablach abrakadabra… makabra
imamy… immanentne omamy
Mahomet ciągle gdzieś się ukrywa
a wielki jest Allah ?
i zstępuje czasem na Ziemię
by niebo rozgwieżdżone wojną oglądać
Oglądać opacznie… ustawiać ukośnie
Allah ach… oparty o bar
a Mahomet
nie na żarty - jeszcze rośnie !
⊰Ҝღ$⊱……………………………………………………… Kair - 17 października '1O

My rating
My rating