ku końcowi
co dalej tylko stromy brzeg
w uszach szum metaliczny
w ustach smak spalonej Ziemi
szalenie szybko płynie czas
idą pory roku jedna po drugiej
nie zatrzymasz korowodu
ciało przeminęło stare jak las
ułożone w pasjansie karty
rzucam kości c
miesza w głowie
niewielką wartość istnienia
coś nie tak jak pisałem wcześniej
wszystko przeminie
niepewność to pewne
Boże pobłogosław podnieś z kolan
nie byłem ideałem
zmieniłem drogę
podążam za Twoim słowem
upust w czynach idę nie sam
trzymasz mnie gdy nadchodzi ciężki dzień
gdy umiera cisza w duszy ciężar
prowadź w ogień
co oczyszcza sumienia pali skórę na węgiel
w uszach szum metaliczny
w ustach smak spalonej Ziemi
szalenie szybko płynie czas
idą pory roku jedna po drugiej
nie zatrzymasz korowodu
ciało przeminęło stare jak las
ułożone w pasjansie karty
rzucam kości c
miesza w głowie
niewielką wartość istnienia
coś nie tak jak pisałem wcześniej
wszystko przeminie
niepewność to pewne
Boże pobłogosław podnieś z kolan
nie byłem ideałem
zmieniłem drogę
podążam za Twoim słowem
upust w czynach idę nie sam
trzymasz mnie gdy nadchodzi ciężki dzień
gdy umiera cisza w duszy ciężar
prowadź w ogień
co oczyszcza sumienia pali skórę na węgiel

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating