Jakże mi pachniesz
jakże mi pachniesz tęsknoto
kwiatem magnolii, który za chwilę skona
umrze i suchy wnijdzie w ziemię moją ojczystą
jakże mi pachną czerwcowe łąki
gdy z dala od ciebie ukochana
płaczę w ukryciu, byś nie widziała
słabości mojej i serca krwawiącego
pustymi nocami rozmawiam z gwiazdami
i lęk podchodzi do gardła
jakbym miał więcej nie ujrzeć oczu twych
i lica w kolorze bladej róży
jakże mi ciężko najdroższa
gdy zasypiać mi przychodzi
bez ciebie w mym wielkim pokoju
bez mebli i twojego cienia
i tylko cichutka modlitwa do Najwyższego
w niebiesiech, by nasz czas rozstania
minął za jednym odwróceniem klepsydry
kwiatem magnolii, który za chwilę skona
umrze i suchy wnijdzie w ziemię moją ojczystą
jakże mi pachną czerwcowe łąki
gdy z dala od ciebie ukochana
płaczę w ukryciu, byś nie widziała
słabości mojej i serca krwawiącego
pustymi nocami rozmawiam z gwiazdami
i lęk podchodzi do gardła
jakbym miał więcej nie ujrzeć oczu twych
i lica w kolorze bladej róży
jakże mi ciężko najdroższa
gdy zasypiać mi przychodzi
bez ciebie w mym wielkim pokoju
bez mebli i twojego cienia
i tylko cichutka modlitwa do Najwyższego
w niebiesiech, by nasz czas rozstania
minął za jednym odwróceniem klepsydry

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating