Kim jestem? (pełna wersja)
Kim naprawdę jestem?
Cześć, jestem Ewelina, dla rodziny Elelinka a znajomych Lajla. Urodziłam się 2 maja 1992 r. w Szczecinie.
Z szumiącej krainy przeprowadziłam się w górskie okolice, ściślej mówiąc w Bieszczady. Jastem zadowolona ze swojego wyboru, gdyż beskidzkie krajobrazy zachwycają moją młodzieńczą duszę i napawają chęcią do życia. Dzieciństwo miałam niezbyt ciekawe pod względem
przyjemności i rodzinnej atmosfery. Tysiące problemów zwaliło się na moją młodzieńczą głowę,
która zmagała się z życiowymi przeszkodami. Jako dziecko świetnie sobie radziłam, chociaż nie miałam prawdziwej rodziny. Wychowywałam się bez ojca a moja matka była zawsze zajęta. Nie stwarzałam problemów wychowawczych, zawsze byłam pilną i wzorową uczennicą. Chętnie chodziłam do szkoły, brałam udział
w konkursach, uczęszczałam na zajęcia pozalekcyjne. Uwielbiałam czytać książki ( co widać również dzisiaj – jestem molem książkowym), śpiewać i grać na flecie, tańczyć, uprawiać sporty, występować
w przedstawieniach no i oczywiście spędzać czas
z rówieśnikami.
Wolnych chwil miałam bardzo mało,
gdyż musiałam zajmować się młodszym rodzeństwem i sprawami związanymi z domem. Czasami płakałam
po kątach, ale przy ludziach tryskałam radością.
W podstawówce mówili na mnie ,,chłopaciara”,
gdyż zdarzało mi się psocić równie dobrze, co chłopcom. Odkąd pamiętam zachwycałam się przyrodą i kochałam kwiaty, a w szczególności róże, konwalie i tulipany.
Dziś jestem nastolatką inaczej patrzącą na życie. Wiem, kiedy mogę pozwolić sobie na zabawę a kiedy muszę wziąć się do roboty. Niezbyt chętnie wracam
do przeszłości, chociaż zdarza mi się wspominać szkolne przygody. Obrałam sobie cel w życiu i stawiam wysokie wymagania, aby go osiągnąć.
Szkoła? - Jestem jedną z grona dobrych uczennic i bardzo mnie to cieszy. Pomalutku realizuję swoje marzenia
i stawiam czoło przeciwnościom. W przyszłości pragnę zostać świetnym hotelarzem, tancerką, wydać tomik mojej małej „poezji”. Być może napiszę książkę...
Mam świetnych przyjaciół – za nic bym ich nie wymieniła – sympatię, za którą szaleję i rodzinę, kochającą jak tylko potrafię. Jestem szczęśliwa a to jest w życiu chyba najważniejsze.
Kim jestem? To pytanie zadaję sobie od kilku lat. Ja... to mój świat, tysiące barw migoczących z prędkością światła, zieleń kwitnąca wiosenną radością.
Czwarta nad ranem, delikatny promyk płonącego Rzymu tańczy na policzkach. Wstaję, otwieram balkon. Mój wiatr – Gitarzysta rozwiewa włosy. Wykrzywiam twarz w słodkim grymasie. Rozkoszuję się szeptem poranka. Podglądam pstrokatego motylka, kąpiącego się w kropelkach rosy.
Mój szczęśliwy dzień...
Każda chwila mojego życia zależy ode mnie, tego co robię, co mam. „Człowiek naprawdę posiada tylko to,
co jest w nim”. A we mnie jest matecznik pośrodku wielkiego świata, do którego wdzierają się siły dobra
i zła. Alternatywa na każdym kroku prześladuje mnie niczym cień nocy. Wybieram podpowiedzi serca rosnącego z dnia na dzień. Szeroko otwarte oczy dostrzegają mikroskopijne przemiany ludzkości. Aluzje każdego słowa przemieniają się w moją małą filozofię.
Zadaję sobie pytania, na które próbuję znaleźć odpowiedź. Pytania te zamykają mnie przed rzeczywistością. Zadręczam się po nocach
w poszukiwaniu rozsądnych rozwiązań, dokładnie rozważam każdą możliwość, gromadzę argumenty za
i przeciw. Gdy już wszystko rozpatrzę, z dumą i sukcesem w garści zasypiam, aby wcielić swoje plany w życie
i rozkoszować się umiejętnością realizacji celów
i najskrytszych marzeń. Nie lubię chwalić się osiągnięciami, wywyższać się nad innymi ludźmi. Wolę cieszyć się w ukryciu i bić oklaski w swojej duszy.
Spokojnie stąpam po ścieżce porośniętej kolcami. Patrzę na pękające serca, na obojętność ludzi, cierpienia. Czasem jestem bezsilna i tylko łzy spływają po mojej twarzy. Ukryta we mnie bezsilność podkreśla mi, że nie potrafię przeciwstawić się Fortunie. Tak bardzo chciałabym zmienić świat, ale nie mogę. Nie jestem
w stanie wpłynąć na przeciwności losu, nauczyć młodych ludzi odpowiedzialności , rozsądku, udowodnić dorosłym, że pieniądze to nie wszystko i rodzina jest ważniejsza od pracy. Pragnę uświadomić egoistom i skąpcom, że należy pomagać bliźniemu, bo być może w przyszłości oni sami będą potrzebować wsparcia nie tylko duchowego, ale również materialnego.
Często zastanawiam się, dlaczego na świecie jest tyle zła i cierpienia. Czy jest to przyczyną otwartej puszki Pandory? Czy Pandora jest jak Ewa niesłuchająca rozkazów? Czy Bóg zezłościł się na człowieka za nieposłuszeństwo w raju i w ten sposób chce go ukarać za swoją ciekawość, pociąg ku złu? Bóg stworzył świat
i „widział, że był dobry”. Człowiek stworzony został na podobieństwo Stwórcy, a więc posiadał podobne cechy jak on. Pojawił się też Szatan. Czy to jego wina, że ludzie nieumiejętnie gospodarują Ziemią, że świat jest zły?
A może człowiek świadomie pochłania negatywne rzeczy, odkrywa źródła szatańskie i dąży do popsucia planu Boskiego? Na te pytania mam dużo teorii. Uważam, że
w niektórych sprawach świadomie postępujemy źle. Dzisiejszy świat narzuca nam inne myślenie, warianty. Chcąc być akceptowanym przez otoczenie zgadzamy się na ingerencję w dzieło Boże, przyrodę i naturę ludzką, aby nie wyróżniać się z tłumu. Jesteśmy bardzo wpływowi, śmiem stwierdzić, że umiejętnie manipulowani przez innych. Nie chcąc się narażać, zgadzamy się na wszystko albo chcąc uciec od rzeczywistości odbieramy sobie najcenniejszy skarb – życie.
Nasza egzystencja przypomina mi antyczny tragizm bohatera, gdyż w niektórych sytuacjach każda podjęta decyzja niesie ze sobą negatywne skutki. Kochamy drugą osobę, pragniemy jej szczęścia, ale zdarza nam się nieumiejętnie zadawać ból. Decydujemy się na rozłąkę, która powoduje nasze cierpienie. Bedąc razem krzywdzimy swoje serca, będąc oddzielnie skazujemy się na wieczną tęsknotę. Często myślimy, że czynimy dobrze a w rzeczywistości jest całkiem odwrotnie. Poświęcamy się pracy tłumacząc sobie, że jest to potrzebne, aby rodzina miała wszystko, czego pragnie.
W konsekwencjach zaniedbujemy dom, dzieci, męża... Dochodzi do nieporozumień, kłótni. A czy nie warto za wszelką cenę kochać drugą osobę, okazywać jej swoje uczucia duchowo a nie tylko materialnie? Ludzie szybko odchodzą a my możemy nie zdążyć nacieszyć się ich obecnością i podziękować im za wszystko.
Ze mną czasami bywa podobnie. Zamykam się w sobie, nie reaguję na otoczenie, poświęcam się tylko nauce. Tłumaczę sobię, że tak właśnie musi być i nie myślę o tym, jak czują się moi najbliżsi. Gdy zauważę swój egoizm bywa już za późno, ale lepiej późno niż wcale. Staram się naprawić swoje błędy, poświęcam węcej czasu rodzinie, znajomym, planuję dzień tak, aby starczyło mi czasu
na naukę i przyjemności.
Życie niejednokrotnie „dało mi popalić”. Rodzice rozwiedli się, gdy byłam małą dziewczynką. Nie znałam swojego taty zbyt dobrze, rzadko go widywałam, praktycznie wcale go nie pamiętam. Mama miała ważniejsze sprawy
i wychowywała mnie babcia. Po przeprowadzce do mamy zaczęły się problemy. Nie lubiłam ojczyma, on zresztą za mną też nie przepadał. Zaczęły się kłótnie i awantury. Wkrótce urodziły się moje młodsze siostry, którymi musiałam się opiekować. Potrzebowałam czasu, zanim pogodziłam szkołę z obowiązkami domowymi. Dzieci dokuczały mi, że nie mam prawdziwej rodziny, ojczym nadużywa alkoholu i narkotyków, pieniędzy często brakuje. Starałam się nie zwracać na to uwagi, chociaż było bardzo ciężko. Nie miałam oparcia w mamie, która przeżywała załamanie nerwowe. Zostałam sama. Siostry dorastały, trzeba było je uczyć, pilnować. W czasie awantur musiałam bronić mamę, aby nie stała jej się krzywda i dzieci, by na to nie patrzyły. Bywały momenty, w których miałam dość życia i zamykałam się w sobie. Cierpiałam widząc jak mama nie wstaje z łóżka, nie ma chęci do życia. Po pewnym czasie dowiedziałam się
o śmierci dziadków, potem taty. To doprowadziło do mojego załamania. Ukrywałam przed światem swoje problemy, ubierałam maskę szczęśliwego dziecka i szłam do szkoły. Sumiennie zajmowałam się rodzeństwem, domem, szkołą. Jako mała dziewczynka, mająca zaledwie kilkanaście lat musiałam wkroczyć w dorosłość i trzeźwo patrzeć na otaczającą mnie rzeczywistość. Patrzyłam
na cierpenia moich najbliższych,starałam się im pomagać, ale nie zawsze potrafiłam. Bywały momenty, w których
nie miałam siły stawić czoła przeciwnościom. Nie chciałam tak łatwo się poddać, rozpoczęłam walkę. Z czasem zauważyłam efekty. Trudna sytuacja rodzinna, wiele kłopotów finansowych i psychicznych nauczyło mnie prawdziwego życia. Zaczęłam odnosić sukcesy w szkole, nauczyłam się prac ogrodowych i domowych. Nic nie było w stanie mnie zaskoczyć.
Dziś nie mam żalu do nikogo o brak dzieciństwa, przymus szybkiej „dorosłości”. Życia nie można przewidzieć. Raz jest dobrze a raz źle. Trzeba się z tym pogodzić i żyć dalej. Cała moja przeszłość wywarła na mnie znaczące efekty. Odwaga, walka, upór w dążeniu do celu są widoczne do teraz. Moja osobowość prezentuje bogactwo różnych zjawisk. Wiem, do czego jestem zdolna i jak współpracować z Fortuną. To powoduje, że wytrwale wtaczam syzyfowy głaz na szczyt, by dotknąć ulotne szczęście. Jestem już tak bliska sukcesu... Jeszcze kilka metrów i .. spadam w dół. Przepaść, zło, nałogi czekają na mnie od dawna. Mimo upadku jestem gotowa do kolejnego podejścia. Odbijam się od dna dzięki Ikarowi podającemu mi skrzydła. Szybuję i szukam głosu Boga. On zawsze jest przy mnie gdy Go potrzebuję.
Jestem jak środowisko przyrodnicze. Moją budowę genealogiczną stanowi ogromna rodzina, rzeźbę
- ciało i dusza, klimat – zachowanie w różnych sytuacjach, glebę – umysł, odpowiedzialny za produkcję
i przyswajanie wiedzy oraz kierowanie procesami życiowymi, a flora i fauna to moje bogactwo zalet i wad.
Wulkan? Tak, to całkiem trafne określenie. Milczę, pomnik wyraża więcej słów niż ja. Toczący się kamień niespodziewanie rani duszę. Wybucham. Świat zastyga we wrzącej lawie. Zalewam wszystko, co zadało mi ból. Ze wstydem i gorzkim żelem panuję nad sobą. Po wielu trudach w końcu zastygam. Gęsta mgła zmieszana z dymem przykrywa moją złość, chwilową nienawiść. Promień słońca przedziera się przez ciemność i oświetla mi drogę. Znów jestem sobą! Ręce pełne roboty goją mi rany. Jestem kruchą mimozą, która wymaga wzmocnienia. Niewidzialna ręka nawozi mnie i pielęgnuje. Ożywam, podnoszę się, kwitnę. Jestem szczęśliwa! Narodziłam się na nowo i stąpam po miodowej ścieżce ku miłości. Poznaję ją... Zmieniam się... rozpływam się w słowach szybciej niż cukier w herbacie.
Śmiało mogę nazwać swoją osobowość drzewem, które po zimie budzi się i na nowo zaczyna swoje życie. Tak samo jest ze mną. System skomplikowanych korzeni zachłannie wbija się w ziemię. Przedziera jej twarde warstwy i podąża do podziemnego źródła. Substancje mineralne i kropelki wody nawilżają mnie od stóp aż po głowę. Dociera do mnie sygnał, aby kwitnąć. Różane kwiatuszki wabią brzęczące owady. Po kilku miesiącach wydam soczyste owoce – moje osiągnięcia życiowe. Zbiorę je dojrzałe na jesień i przetworzę jak najlepiej, by z nich korzystać w najbliższej przyszłości.
Jak każda roślina potrzebuję wody do przeprowadzenia procesu fotosyntezy, kwitnięcia. Tysiące cząsteczek H2O mam na wyciągnięcie ręki. Pozwalają mi one rozwijać się w blasku promieni słonecznych i pochłaniać z życia to, co najlepsze. Rodzina i przyjaciele dostarczają mi nieograniczonej ilości tej przejrzystej tafli błękitu. Nigdy nie odmawiają mi pomocy, wysłuchują mnie do końca, pomagają się pozbierać po chwilowym załamaniu. Akceptują mnie taką, jaką jestem. Nie wymagają ode mnie zmian i ubierania masek. Mogę bez przeszkód tańczyć na balu wśród burżuazji i arystokratów nie przejmując się, że ktoś rozpozna moją twarz i wyrzuci
z sali za brak odpowiedniej pozycji społecznej lub ilości gotówki w portfelu. Wiem, że nie jestem sama i mam bratnią duszę pomagającą mi w trudnych chwilach życia. Mam przyjaciela nieujawniającego się tyko w biedzie.
Pewnego wieczoru Ktoś powiedział: „Jesteś jak róża – śliczna, delikatna. Niewłaściwie złapana ranisz, ale dobrze pielęgnowana wabisz, kwitniesz, uszczęśliwiasz”. Myślę, że to określenie świetnie do mnie pasuje. Tak, to prawda. Potrafię ranić, gdy ludzie sprawiają mi ból, niewłaściwie traktują, oceniają. Potrafię również doceniać innych, sprawiać im przyjemność, zachwycać. A co do urody... Każdy patrzy na mnie inaczej. Jeśli chodzi o moje zdanie, to się sobie podobam, a w szczególności moje oczy... Niebieskie oczy hipnotyzujące swoją „ofiarę”.
Przeszłość? Zamykam ją w skrzyni głęboko zakopując
w ziemi. Wypełniam przestrzeń ciepłem, uśmiechem, słońcem. Żaden z żywiołów nie jest w stanie zburzyć fundamentu stawianego przeze mnie. Wzburzony ocean uspokoił się i kusi nieskończonością błękitu. Rozwijam żagle i przymierzam się do zdobycia teraźniejszości
i przyszłości. Uzbrojona w miłość śmiało stawiam czoło przeciwnościom. Lubię wyzwania, mogę się w nich sprawdzać, dawać z siebie wszystko, pokonywać rzeczy uważane przez innych za niemożliwe. To cudownie zdobyć szczyt pragnień i z tryumfem dopisać go do listy rzeczy zrealizowanych.
Jak gąbka wchłaniam to, co jest teraz i to, co dopiero ma się wydarzyć. Reasumuję swoje życie na każdym kroku... Mam siedemnaście lat, jestem zwykłą nastolatką pragnącą przygód i czekającą na księcia na białym koniu... A gdy już się zjawi, ucieknę z nim na bezludną wyspę
i zbuduję ogromny, drewniany pałac, w którym stworzę idealną rodzinę. Wykorzystuję wszystkie dane statystyczne i wyciągam wnioski. Chronologicznie układam sukcesy i upadki, dobro i zło, wczoraj i dziś. Zapamiętuję błędy, aby unikać powtórzeń. Cieszę się
z każdej przeżytej chwili, nowo odkrytego lądu, zakończonego doświadczenia. Tak niewiele potrzebuję, by być szczęśliwą. Zawstydzam wady przewagą zalet. Wyprowadzam na spacer Ambicję, Aktywność, Sumienność. Pozwalam pobiegać Miłości i odetchnąć sercu. Karcę Gadulstwo i Upór. Podlewam w ogrodzie Pracę i Odpowiedzialność.
Marzenia? Każdy je ma. Zamykam oczy i widzę swoją przyszłość... Skończę technikum o profilu hotelarskim. Świetnie zdam maturę z mojej kochanej historii. Pójdę na studia. Myślę o archeologii, może do tego agroturystyka... Zrobię kurs tańca, w wolnych chwilach zanurzę się w lekkim i aksamitnym dźwięku muzyki. Wieczorami będę pisać wiersze i książkę o życiu. Założę rodzinę, będę mieć wspaniałego męża i czwórkę słodkich urwisów. Zbuduję ogromny dom... Z dużą łazienką i sypialnią... Przed domem będę miała ogród pełen róż i konwalii. Na bujanym fotelu będę spoglądała na przemijanie...
Kim jestem?
Moim światem.
Tysiącami barw migoczących z prędkością światła.
Zielenią kwitnącą wiosenną radością.
Matecznikiem pośrodku wielkiego świata.
Moją małą filozofią.
Wytrwałym syzyfowym głazem.
Środowiskiem przyrodniczym.
Wulkanem.
Kruchą mimozą.
Żołnierzem uzbrojonym w miłość.
Drzewem.
Kwitnącą rośliną.
Różą.
Gąbką.
Jestem po prostu Eweliną.
Szósta wieczorem. Oglądam ostatni promień zachodzącego słońca. Oddycham ciepłem wieczoru
i szelestem Gitarzysty. Zanurzam ciało w delikatności jedwabiu i przymykam oczy. Sen ogarnia mnie powoli,
rozkosznie. Poddaję się z satysfakcją. Zasypiam.
Mój szczęśliwy dzień...
Cześć, jestem Ewelina, dla rodziny Elelinka a znajomych Lajla. Urodziłam się 2 maja 1992 r. w Szczecinie.
Z szumiącej krainy przeprowadziłam się w górskie okolice, ściślej mówiąc w Bieszczady. Jastem zadowolona ze swojego wyboru, gdyż beskidzkie krajobrazy zachwycają moją młodzieńczą duszę i napawają chęcią do życia. Dzieciństwo miałam niezbyt ciekawe pod względem
przyjemności i rodzinnej atmosfery. Tysiące problemów zwaliło się na moją młodzieńczą głowę,
która zmagała się z życiowymi przeszkodami. Jako dziecko świetnie sobie radziłam, chociaż nie miałam prawdziwej rodziny. Wychowywałam się bez ojca a moja matka była zawsze zajęta. Nie stwarzałam problemów wychowawczych, zawsze byłam pilną i wzorową uczennicą. Chętnie chodziłam do szkoły, brałam udział
w konkursach, uczęszczałam na zajęcia pozalekcyjne. Uwielbiałam czytać książki ( co widać również dzisiaj – jestem molem książkowym), śpiewać i grać na flecie, tańczyć, uprawiać sporty, występować
w przedstawieniach no i oczywiście spędzać czas
z rówieśnikami.
Wolnych chwil miałam bardzo mało,
gdyż musiałam zajmować się młodszym rodzeństwem i sprawami związanymi z domem. Czasami płakałam
po kątach, ale przy ludziach tryskałam radością.
W podstawówce mówili na mnie ,,chłopaciara”,
gdyż zdarzało mi się psocić równie dobrze, co chłopcom. Odkąd pamiętam zachwycałam się przyrodą i kochałam kwiaty, a w szczególności róże, konwalie i tulipany.
Dziś jestem nastolatką inaczej patrzącą na życie. Wiem, kiedy mogę pozwolić sobie na zabawę a kiedy muszę wziąć się do roboty. Niezbyt chętnie wracam
do przeszłości, chociaż zdarza mi się wspominać szkolne przygody. Obrałam sobie cel w życiu i stawiam wysokie wymagania, aby go osiągnąć.
Szkoła? - Jestem jedną z grona dobrych uczennic i bardzo mnie to cieszy. Pomalutku realizuję swoje marzenia
i stawiam czoło przeciwnościom. W przyszłości pragnę zostać świetnym hotelarzem, tancerką, wydać tomik mojej małej „poezji”. Być może napiszę książkę...
Mam świetnych przyjaciół – za nic bym ich nie wymieniła – sympatię, za którą szaleję i rodzinę, kochającą jak tylko potrafię. Jestem szczęśliwa a to jest w życiu chyba najważniejsze.
Kim jestem? To pytanie zadaję sobie od kilku lat. Ja... to mój świat, tysiące barw migoczących z prędkością światła, zieleń kwitnąca wiosenną radością.
Czwarta nad ranem, delikatny promyk płonącego Rzymu tańczy na policzkach. Wstaję, otwieram balkon. Mój wiatr – Gitarzysta rozwiewa włosy. Wykrzywiam twarz w słodkim grymasie. Rozkoszuję się szeptem poranka. Podglądam pstrokatego motylka, kąpiącego się w kropelkach rosy.
Mój szczęśliwy dzień...
Każda chwila mojego życia zależy ode mnie, tego co robię, co mam. „Człowiek naprawdę posiada tylko to,
co jest w nim”. A we mnie jest matecznik pośrodku wielkiego świata, do którego wdzierają się siły dobra
i zła. Alternatywa na każdym kroku prześladuje mnie niczym cień nocy. Wybieram podpowiedzi serca rosnącego z dnia na dzień. Szeroko otwarte oczy dostrzegają mikroskopijne przemiany ludzkości. Aluzje każdego słowa przemieniają się w moją małą filozofię.
Zadaję sobie pytania, na które próbuję znaleźć odpowiedź. Pytania te zamykają mnie przed rzeczywistością. Zadręczam się po nocach
w poszukiwaniu rozsądnych rozwiązań, dokładnie rozważam każdą możliwość, gromadzę argumenty za
i przeciw. Gdy już wszystko rozpatrzę, z dumą i sukcesem w garści zasypiam, aby wcielić swoje plany w życie
i rozkoszować się umiejętnością realizacji celów
i najskrytszych marzeń. Nie lubię chwalić się osiągnięciami, wywyższać się nad innymi ludźmi. Wolę cieszyć się w ukryciu i bić oklaski w swojej duszy.
Spokojnie stąpam po ścieżce porośniętej kolcami. Patrzę na pękające serca, na obojętność ludzi, cierpienia. Czasem jestem bezsilna i tylko łzy spływają po mojej twarzy. Ukryta we mnie bezsilność podkreśla mi, że nie potrafię przeciwstawić się Fortunie. Tak bardzo chciałabym zmienić świat, ale nie mogę. Nie jestem
w stanie wpłynąć na przeciwności losu, nauczyć młodych ludzi odpowiedzialności , rozsądku, udowodnić dorosłym, że pieniądze to nie wszystko i rodzina jest ważniejsza od pracy. Pragnę uświadomić egoistom i skąpcom, że należy pomagać bliźniemu, bo być może w przyszłości oni sami będą potrzebować wsparcia nie tylko duchowego, ale również materialnego.
Często zastanawiam się, dlaczego na świecie jest tyle zła i cierpienia. Czy jest to przyczyną otwartej puszki Pandory? Czy Pandora jest jak Ewa niesłuchająca rozkazów? Czy Bóg zezłościł się na człowieka za nieposłuszeństwo w raju i w ten sposób chce go ukarać za swoją ciekawość, pociąg ku złu? Bóg stworzył świat
i „widział, że był dobry”. Człowiek stworzony został na podobieństwo Stwórcy, a więc posiadał podobne cechy jak on. Pojawił się też Szatan. Czy to jego wina, że ludzie nieumiejętnie gospodarują Ziemią, że świat jest zły?
A może człowiek świadomie pochłania negatywne rzeczy, odkrywa źródła szatańskie i dąży do popsucia planu Boskiego? Na te pytania mam dużo teorii. Uważam, że
w niektórych sprawach świadomie postępujemy źle. Dzisiejszy świat narzuca nam inne myślenie, warianty. Chcąc być akceptowanym przez otoczenie zgadzamy się na ingerencję w dzieło Boże, przyrodę i naturę ludzką, aby nie wyróżniać się z tłumu. Jesteśmy bardzo wpływowi, śmiem stwierdzić, że umiejętnie manipulowani przez innych. Nie chcąc się narażać, zgadzamy się na wszystko albo chcąc uciec od rzeczywistości odbieramy sobie najcenniejszy skarb – życie.
Nasza egzystencja przypomina mi antyczny tragizm bohatera, gdyż w niektórych sytuacjach każda podjęta decyzja niesie ze sobą negatywne skutki. Kochamy drugą osobę, pragniemy jej szczęścia, ale zdarza nam się nieumiejętnie zadawać ból. Decydujemy się na rozłąkę, która powoduje nasze cierpienie. Bedąc razem krzywdzimy swoje serca, będąc oddzielnie skazujemy się na wieczną tęsknotę. Często myślimy, że czynimy dobrze a w rzeczywistości jest całkiem odwrotnie. Poświęcamy się pracy tłumacząc sobie, że jest to potrzebne, aby rodzina miała wszystko, czego pragnie.
W konsekwencjach zaniedbujemy dom, dzieci, męża... Dochodzi do nieporozumień, kłótni. A czy nie warto za wszelką cenę kochać drugą osobę, okazywać jej swoje uczucia duchowo a nie tylko materialnie? Ludzie szybko odchodzą a my możemy nie zdążyć nacieszyć się ich obecnością i podziękować im za wszystko.
Ze mną czasami bywa podobnie. Zamykam się w sobie, nie reaguję na otoczenie, poświęcam się tylko nauce. Tłumaczę sobię, że tak właśnie musi być i nie myślę o tym, jak czują się moi najbliżsi. Gdy zauważę swój egoizm bywa już za późno, ale lepiej późno niż wcale. Staram się naprawić swoje błędy, poświęcam węcej czasu rodzinie, znajomym, planuję dzień tak, aby starczyło mi czasu
na naukę i przyjemności.
Życie niejednokrotnie „dało mi popalić”. Rodzice rozwiedli się, gdy byłam małą dziewczynką. Nie znałam swojego taty zbyt dobrze, rzadko go widywałam, praktycznie wcale go nie pamiętam. Mama miała ważniejsze sprawy
i wychowywała mnie babcia. Po przeprowadzce do mamy zaczęły się problemy. Nie lubiłam ojczyma, on zresztą za mną też nie przepadał. Zaczęły się kłótnie i awantury. Wkrótce urodziły się moje młodsze siostry, którymi musiałam się opiekować. Potrzebowałam czasu, zanim pogodziłam szkołę z obowiązkami domowymi. Dzieci dokuczały mi, że nie mam prawdziwej rodziny, ojczym nadużywa alkoholu i narkotyków, pieniędzy często brakuje. Starałam się nie zwracać na to uwagi, chociaż było bardzo ciężko. Nie miałam oparcia w mamie, która przeżywała załamanie nerwowe. Zostałam sama. Siostry dorastały, trzeba było je uczyć, pilnować. W czasie awantur musiałam bronić mamę, aby nie stała jej się krzywda i dzieci, by na to nie patrzyły. Bywały momenty, w których miałam dość życia i zamykałam się w sobie. Cierpiałam widząc jak mama nie wstaje z łóżka, nie ma chęci do życia. Po pewnym czasie dowiedziałam się
o śmierci dziadków, potem taty. To doprowadziło do mojego załamania. Ukrywałam przed światem swoje problemy, ubierałam maskę szczęśliwego dziecka i szłam do szkoły. Sumiennie zajmowałam się rodzeństwem, domem, szkołą. Jako mała dziewczynka, mająca zaledwie kilkanaście lat musiałam wkroczyć w dorosłość i trzeźwo patrzeć na otaczającą mnie rzeczywistość. Patrzyłam
na cierpenia moich najbliższych,starałam się im pomagać, ale nie zawsze potrafiłam. Bywały momenty, w których
nie miałam siły stawić czoła przeciwnościom. Nie chciałam tak łatwo się poddać, rozpoczęłam walkę. Z czasem zauważyłam efekty. Trudna sytuacja rodzinna, wiele kłopotów finansowych i psychicznych nauczyło mnie prawdziwego życia. Zaczęłam odnosić sukcesy w szkole, nauczyłam się prac ogrodowych i domowych. Nic nie było w stanie mnie zaskoczyć.
Dziś nie mam żalu do nikogo o brak dzieciństwa, przymus szybkiej „dorosłości”. Życia nie można przewidzieć. Raz jest dobrze a raz źle. Trzeba się z tym pogodzić i żyć dalej. Cała moja przeszłość wywarła na mnie znaczące efekty. Odwaga, walka, upór w dążeniu do celu są widoczne do teraz. Moja osobowość prezentuje bogactwo różnych zjawisk. Wiem, do czego jestem zdolna i jak współpracować z Fortuną. To powoduje, że wytrwale wtaczam syzyfowy głaz na szczyt, by dotknąć ulotne szczęście. Jestem już tak bliska sukcesu... Jeszcze kilka metrów i .. spadam w dół. Przepaść, zło, nałogi czekają na mnie od dawna. Mimo upadku jestem gotowa do kolejnego podejścia. Odbijam się od dna dzięki Ikarowi podającemu mi skrzydła. Szybuję i szukam głosu Boga. On zawsze jest przy mnie gdy Go potrzebuję.
Jestem jak środowisko przyrodnicze. Moją budowę genealogiczną stanowi ogromna rodzina, rzeźbę
- ciało i dusza, klimat – zachowanie w różnych sytuacjach, glebę – umysł, odpowiedzialny za produkcję
i przyswajanie wiedzy oraz kierowanie procesami życiowymi, a flora i fauna to moje bogactwo zalet i wad.
Wulkan? Tak, to całkiem trafne określenie. Milczę, pomnik wyraża więcej słów niż ja. Toczący się kamień niespodziewanie rani duszę. Wybucham. Świat zastyga we wrzącej lawie. Zalewam wszystko, co zadało mi ból. Ze wstydem i gorzkim żelem panuję nad sobą. Po wielu trudach w końcu zastygam. Gęsta mgła zmieszana z dymem przykrywa moją złość, chwilową nienawiść. Promień słońca przedziera się przez ciemność i oświetla mi drogę. Znów jestem sobą! Ręce pełne roboty goją mi rany. Jestem kruchą mimozą, która wymaga wzmocnienia. Niewidzialna ręka nawozi mnie i pielęgnuje. Ożywam, podnoszę się, kwitnę. Jestem szczęśliwa! Narodziłam się na nowo i stąpam po miodowej ścieżce ku miłości. Poznaję ją... Zmieniam się... rozpływam się w słowach szybciej niż cukier w herbacie.
Śmiało mogę nazwać swoją osobowość drzewem, które po zimie budzi się i na nowo zaczyna swoje życie. Tak samo jest ze mną. System skomplikowanych korzeni zachłannie wbija się w ziemię. Przedziera jej twarde warstwy i podąża do podziemnego źródła. Substancje mineralne i kropelki wody nawilżają mnie od stóp aż po głowę. Dociera do mnie sygnał, aby kwitnąć. Różane kwiatuszki wabią brzęczące owady. Po kilku miesiącach wydam soczyste owoce – moje osiągnięcia życiowe. Zbiorę je dojrzałe na jesień i przetworzę jak najlepiej, by z nich korzystać w najbliższej przyszłości.
Jak każda roślina potrzebuję wody do przeprowadzenia procesu fotosyntezy, kwitnięcia. Tysiące cząsteczek H2O mam na wyciągnięcie ręki. Pozwalają mi one rozwijać się w blasku promieni słonecznych i pochłaniać z życia to, co najlepsze. Rodzina i przyjaciele dostarczają mi nieograniczonej ilości tej przejrzystej tafli błękitu. Nigdy nie odmawiają mi pomocy, wysłuchują mnie do końca, pomagają się pozbierać po chwilowym załamaniu. Akceptują mnie taką, jaką jestem. Nie wymagają ode mnie zmian i ubierania masek. Mogę bez przeszkód tańczyć na balu wśród burżuazji i arystokratów nie przejmując się, że ktoś rozpozna moją twarz i wyrzuci
z sali za brak odpowiedniej pozycji społecznej lub ilości gotówki w portfelu. Wiem, że nie jestem sama i mam bratnią duszę pomagającą mi w trudnych chwilach życia. Mam przyjaciela nieujawniającego się tyko w biedzie.
Pewnego wieczoru Ktoś powiedział: „Jesteś jak róża – śliczna, delikatna. Niewłaściwie złapana ranisz, ale dobrze pielęgnowana wabisz, kwitniesz, uszczęśliwiasz”. Myślę, że to określenie świetnie do mnie pasuje. Tak, to prawda. Potrafię ranić, gdy ludzie sprawiają mi ból, niewłaściwie traktują, oceniają. Potrafię również doceniać innych, sprawiać im przyjemność, zachwycać. A co do urody... Każdy patrzy na mnie inaczej. Jeśli chodzi o moje zdanie, to się sobie podobam, a w szczególności moje oczy... Niebieskie oczy hipnotyzujące swoją „ofiarę”.
Przeszłość? Zamykam ją w skrzyni głęboko zakopując
w ziemi. Wypełniam przestrzeń ciepłem, uśmiechem, słońcem. Żaden z żywiołów nie jest w stanie zburzyć fundamentu stawianego przeze mnie. Wzburzony ocean uspokoił się i kusi nieskończonością błękitu. Rozwijam żagle i przymierzam się do zdobycia teraźniejszości
i przyszłości. Uzbrojona w miłość śmiało stawiam czoło przeciwnościom. Lubię wyzwania, mogę się w nich sprawdzać, dawać z siebie wszystko, pokonywać rzeczy uważane przez innych za niemożliwe. To cudownie zdobyć szczyt pragnień i z tryumfem dopisać go do listy rzeczy zrealizowanych.
Jak gąbka wchłaniam to, co jest teraz i to, co dopiero ma się wydarzyć. Reasumuję swoje życie na każdym kroku... Mam siedemnaście lat, jestem zwykłą nastolatką pragnącą przygód i czekającą na księcia na białym koniu... A gdy już się zjawi, ucieknę z nim na bezludną wyspę
i zbuduję ogromny, drewniany pałac, w którym stworzę idealną rodzinę. Wykorzystuję wszystkie dane statystyczne i wyciągam wnioski. Chronologicznie układam sukcesy i upadki, dobro i zło, wczoraj i dziś. Zapamiętuję błędy, aby unikać powtórzeń. Cieszę się
z każdej przeżytej chwili, nowo odkrytego lądu, zakończonego doświadczenia. Tak niewiele potrzebuję, by być szczęśliwą. Zawstydzam wady przewagą zalet. Wyprowadzam na spacer Ambicję, Aktywność, Sumienność. Pozwalam pobiegać Miłości i odetchnąć sercu. Karcę Gadulstwo i Upór. Podlewam w ogrodzie Pracę i Odpowiedzialność.
Marzenia? Każdy je ma. Zamykam oczy i widzę swoją przyszłość... Skończę technikum o profilu hotelarskim. Świetnie zdam maturę z mojej kochanej historii. Pójdę na studia. Myślę o archeologii, może do tego agroturystyka... Zrobię kurs tańca, w wolnych chwilach zanurzę się w lekkim i aksamitnym dźwięku muzyki. Wieczorami będę pisać wiersze i książkę o życiu. Założę rodzinę, będę mieć wspaniałego męża i czwórkę słodkich urwisów. Zbuduję ogromny dom... Z dużą łazienką i sypialnią... Przed domem będę miała ogród pełen róż i konwalii. Na bujanym fotelu będę spoglądała na przemijanie...
Kim jestem?
Moim światem.
Tysiącami barw migoczących z prędkością światła.
Zielenią kwitnącą wiosenną radością.
Matecznikiem pośrodku wielkiego świata.
Moją małą filozofią.
Wytrwałym syzyfowym głazem.
Środowiskiem przyrodniczym.
Wulkanem.
Kruchą mimozą.
Żołnierzem uzbrojonym w miłość.
Drzewem.
Kwitnącą rośliną.
Różą.
Gąbką.
Jestem po prostu Eweliną.
Szósta wieczorem. Oglądam ostatni promień zachodzącego słońca. Oddycham ciepłem wieczoru
i szelestem Gitarzysty. Zanurzam ciało w delikatności jedwabiu i przymykam oczy. Sen ogarnia mnie powoli,
rozkosznie. Poddaję się z satysfakcją. Zasypiam.
Mój szczęśliwy dzień...

My rating
My rating
Moja ocena
nie wiem czy zyciorys byl konieczny i dlaczego wstawilas jesli mialby byc czescia przedmowy do ksiazki trzeba by bylo cos zrobic z ta reszta ,cwicz pioro widze ze masz potencjal i pisarski i poetycki moze z tego cos bedzie pozdrawiamMoja ocena
Portal poetycki nie jest dobrym miejscem aby prezentować tu opowiadania. Niemniej przeczytałem z przyjemnością i dałem pięć gwiazdek. Za zgrabne, poprawne i sympatyczne formułowanie myśli, za niebieskie oczy, za mola książkowego, za potrzebę zdobywania wiedzy, za urocze marzenia, za stawianie sobie pytań i za to, że niewiele Ci potrzeba aby być szczęśliwą. Brawo panno Ewelino. Pozdrawiam serdecznie.@wiatr-w-oczy
To sama prawda. Pozdrawiam@Zwyczajna
Dzięki pozdrawiamMoja ocena
Fantastycznie napisany kawałek prozy!Wiedziałem:)
Nie wiem ile w nim zawarłaś prawdy o sobie, ile jest zmyślone - nieważne.
Nieważne, bo brzmi prawdziwie.
Życzę Ci, żeby marzenia i plany, które snujesz, spełniły się w stu procentach.
Pozdrawiam serdecznie:)
Życzę Ci...
...zatem, byś spełniła swoje marzenia i nadal szła drogą którą sobie obrałaś.Ciekawe opowiadanie. Życzę sukcesów :)
My rating