Wieczny powrót
Znowu budzę się i nie chcę wstać – nie mam po co.
Znowu śmierć brać do ręki jak niedokończony
obraz, który tworzę bez talentu, nocą,
śniąc i myśląc o nim?
Nie, to niepodobna. Muszę stąd wyjechać
gdzieś na antypody czasu i człowieka,
stanąć, jak na kei, na przejrzystej linii
zmiany czasu, przez którą słońca okręt płynie,
jak przez ucho igielne. Blask, lśnienie i płomień,
a potem, kiedy wszyscy już zapomną o mnie
wrócić cicho jak zwrotny list bez adresata
do tego, który nigdy nie był moim, świata.
Znowu śmierć brać do ręki jak niedokończony
obraz, który tworzę bez talentu, nocą,
śniąc i myśląc o nim?
Nie, to niepodobna. Muszę stąd wyjechać
gdzieś na antypody czasu i człowieka,
stanąć, jak na kei, na przejrzystej linii
zmiany czasu, przez którą słońca okręt płynie,
jak przez ucho igielne. Blask, lśnienie i płomień,
a potem, kiedy wszyscy już zapomną o mnie
wrócić cicho jak zwrotny list bez adresata
do tego, który nigdy nie był moim, świata.

My rating
My rating
My rating
My rating