Czekanie

0.0/5 | 0


Gwiazdy do morza ciągną, Księżyc w zapad godzi,
A Lidyja niespieszna dotąd nie przychodzi.
Czemu, o miła, spóźniasz wejść w kochanka progi,
Czy bóg jaki cię wstrzymał, czy zawistne wrogi?
Niebaczna, czyż ci każę nad strojem się bawić,
Długo grzanym żelazem włosy kędzierzawić?
Nie chcę ja szat sydońskich i drogich kamieni,
Ani na drobnych palcach błyszczących pierścieni;
Ciebie jedynie pragnę; niech włos nie ściągnięty,
Niechaj zostanie trzewik nie dosyć ściśnięty.
O, nie zwlekaj, okrutna — Amorek poświeci,
Z zapaloną pochodnią przed tobą poleci,
Wszak ty i męża udasz przez szaty zwodnicze,
W pas orężny otoczysz twe biodra dziewicze.
I gdzie dawny twój umysł, owe męstwo twoje,
Że mię na takie tęskne stawiasz niepokoje.
Wolniej mi, wolniej spieszcie, wy Siedemtryjony,
Wolniej tocz, o Menale, twój wóz rozpędzony!
Tobie chętliwie sprzyjać kochankom przystało,
Której w zakład miłości niebo się dostało;
Ciebie Jowisz na łowach dzierżyć postanowił,
Na górach arkadyjskich w sieci cię ułowił:
Wziąwszy na się Dyjanny postać i zasłony,
Mężem ci się objawił, stąd Arkas zrodzony;
Na to Juno zazdrosna gniewem się rozżarzy:
„Nie będziesz mieć — mówiła — bogom równej twarzy”.
Stało się — w niedźwiedzicę czarną zamieniona,
Kalisto, do Jowisza wyciągasz ramiona!
Aż użalon, do nieba wziął matkę i dziecię,
Gdzie jasno przy północnym biegunie świecicie.
Wolniej mi, wolniej spieszcie, wy Siedemtryjony,
Wolniej tocz, o Menale, wóz twój rozpędzony!
Ty pospieszaj, Lidyjo, dokąd miłość woła,
Bo nocy niewstrzymane przetoczą się koła;
Sama Febe nad Iber już wychyla oczy,
W mokry dworzec Nerei wrychle wóz zatoczy —
Mnie ona nie zadziwia, że bicza nie szczędzi
I z swego stanowiska spieszniej konie pędzi;
Nie zajrzę Latmonowi — niechaj całowanie
Śpiący zyska. O, stokroć szczęśliwy młodzianie,
Przed którym wóz skrzydlaty wstrzymuje Latona
I śpiącego przytula do śnieżnego łona!
I wonnych ust ku wargom śmiertelnym podawa,
Czego tylko jest świadkiem samotna murawa.
A ty, moja Lidyjo, możesz tak odwlekać
I mnie na smutnym łożu dajesz tyle czekać,
Dajesz Siedemtryjony na próżno przyzywać
I na wiecznie milczące bogi utyskiwać!
Może i ty, jak Luna, chcesz kochanka złudzić
I śpiącego znienacka całunkiem przebudzić?
Ach, pospieszaj! Lecz nie wiem, czemu czuję trwogę
I mdłej nadziei niczym pokrzepić nie mogę;
Już bezecny stróż zapiał, miotając skrzydłami.
Gwiazda nad eojskimii zabłysła morzami,
A ciebie nie ma jeszcze, a tu myśl się biedzi,
Płonne, albo niepłonne podejrzenia śledzi.
Nieszczęśliwy, kto z wami na słowach przestaje
I zdradnym obietnicom jaką wiarę daje;
Iskry ten w wodzie szuka i róży w płomieniu,
Kto, nędzny, kobiecemu ufa przyrzeczeniu.



 
COMMENTS