Pojawia się dziki
5.
Niespodziewanie-spodziewanie pojawił się człowiek obcięty na dzika. Szczeciniaste uszy wystawały nonszalancko zza chmury obłędnie żółtego rzepaku świecącego jak iluminująca radość. Choć wypatrzyła go Zębatka, z zachwytem obserwująca połyskujące w słońcu i radości włoski, to Kalambur krzyknął:
– Pańska głośność?
– Głodność, panie Kalambur, Głodność. W rzeczy samej jest o mnie głośno. Zdziś – mam na imię, Zdziś Głośność. Grzebię w śmietnikach. Nie razi to państwa?
Kalambur i Zębatka stali oczarowani, przez chwilę jakby nie wiedząc co rzec. Głos Zdzisia był głośny i głodny. Samogłoski natomiast wydźwiękiwały w charakterystyczny dla Zdzisiów sposób, z takim jakby dzikim chrumknięciem.
– To może pierożki z nadzieją? Właśnieśmy je oprawili w ramki. Zapraszamy, czym bogatka w sosie nasiąknie! – zawołał w oszołomieniu Kalambur.
Cdn.
Niespodziewanie-spodziewanie pojawił się człowiek obcięty na dzika. Szczeciniaste uszy wystawały nonszalancko zza chmury obłędnie żółtego rzepaku świecącego jak iluminująca radość. Choć wypatrzyła go Zębatka, z zachwytem obserwująca połyskujące w słońcu i radości włoski, to Kalambur krzyknął:
– Pańska głośność?
– Głodność, panie Kalambur, Głodność. W rzeczy samej jest o mnie głośno. Zdziś – mam na imię, Zdziś Głośność. Grzebię w śmietnikach. Nie razi to państwa?
Kalambur i Zębatka stali oczarowani, przez chwilę jakby nie wiedząc co rzec. Głos Zdzisia był głośny i głodny. Samogłoski natomiast wydźwiękiwały w charakterystyczny dla Zdzisiów sposób, z takim jakby dzikim chrumknięciem.
– To może pierożki z nadzieją? Właśnieśmy je oprawili w ramki. Zapraszamy, czym bogatka w sosie nasiąknie! – zawołał w oszołomieniu Kalambur.
Cdn.

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating