Syn nocy letniej

author:  Maksymilian Tchoń
5.0/5 | 6


krążą nad nami
żelazne ptaki
że staniemy się
pierwszym uderzeniem
że celem giełdowym
i daniną nocy
jak głodne pacierze
że w Minerwę sztuki
nie wierzę

bo wieże
były alternatywne
takie same
lecz narratywne
pionowe
ekstatyczne
światowe
dualistyczne
i miastu
ogłaszane
pełnie i nowie
z jednej strony
znane, nieobce
z krzesiwa
rozpalane

przez człowieka
wybrano
zorze
dzięki naturze
ukołysano
hale

w tym czy
we wtem
nawale
odnosząc zwycięstwo
kiełkuje
i owocuję
dojrzale

umarło
przeznaczenie
me westchnienie
się spłoszyło
ale dary losu
z sennego oblężenia
wypędziło

akta
wyrzucone w morze
jeśli się Boże
na Jowiszu
strapię
w porze
oddania daniny
święte boże
na ugorze
to wyślij proszę
depeszę
z groszem

gdzie awers
terrorym
wdraża azyl
w ustrój
suwerena kraju
a pokój zwierzeń
balsam na
duszy oliwi
żeń-szeń

ozdrowiejesz
na Polach Elizejskich
gdzieś nad Sekwaną
w Raju

roznosi plagi
władca
niepoprawny
na haju
a rycerz błędny
mu stryjem
wyjdźmy przed
gospodarza
galopem
bo wiatrak mu zadął
w oczy
i do białogłowy
wzdychał
a skażonego sumienia
i czystych rąk
nie winien

bym odtoczył się
z przestworzy
na niebie

bez zgody
zezwolenia
konkordatu
ugody

syn nocy letniej
Fatum
traf losu

i junty rzuconej
na ducha
w imię
Gospody
Ojca i Syna
dzieweczko!
- to dzień biały!
przy tobie
nie ma
Bohuna

ona nie słucha

już go wiatry
wygnały

lekceważąc
pnie
szyje ścięte
uzurpacją

jowialne
racje
artykułując
negacją

kantyleną zwycięstwa
owacją publiki
ordynacją chłopa
sumień i wartości
dokumentacyją
gradacją

emancypacji
komet
i teokracji
mienia
najcudowniejszego
ucznia

boskiego
natchnienia

choć najtępszego
w szkole świata
ugodzonego chabrem
to repetować
nie będzie żadnej
zimy i lata

to mój
własny ogień
mój tata



 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
23.02.2026,  Ewa Fronk

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
21.02.2026,  Rafał Gatny