Proza dnia
Ogień płonie w trzewiach
niczym nieugaszony pożar.
Płomieniem przerysowany dzień —
blednie tam,
gdzie jeszcze nigdy nie był.
Niecierpliwym ruchem dłoni
chcę przekreślić wszystko to,
czym nie jestem.
Marząc na jawie,
proszę Tą, co jest,
by ból zabrała daleko.
Nieopisana nostalgią,
kapię jak woda
z niedokręconego kranu.
Siłując się z uszczelką,
stwierdzam, że nowa
już jest wyprodukowana
i czeka w sklepie.
Czeka na postać całkiem nową,
której zarys
dopiero majaczy
gdzieś na leśnej polanie
pośród opadłych liści.
Tak jak przyroda
dopiero czeka
na wiosenne przebudzenie —
chwilowo przycupnęła
i czeka
na ciepłe promienie
wiary w lepsze jutro.
niczym nieugaszony pożar.
Płomieniem przerysowany dzień —
blednie tam,
gdzie jeszcze nigdy nie był.
Niecierpliwym ruchem dłoni
chcę przekreślić wszystko to,
czym nie jestem.
Marząc na jawie,
proszę Tą, co jest,
by ból zabrała daleko.
Nieopisana nostalgią,
kapię jak woda
z niedokręconego kranu.
Siłując się z uszczelką,
stwierdzam, że nowa
już jest wyprodukowana
i czeka w sklepie.
Czeka na postać całkiem nową,
której zarys
dopiero majaczy
gdzieś na leśnej polanie
pośród opadłych liści.
Tak jak przyroda
dopiero czeka
na wiosenne przebudzenie —
chwilowo przycupnęła
i czeka
na ciepłe promienie
wiary w lepsze jutro.

My rating
My rating
My rating
My rating
Ocena
Przepraszam ale miało być 5.Kliknąłem przypadkowo zbyt mało gwiazdek i nie wiem jak poprawić:(
Wybacz, bo to bardzo dobry wiersz, pełen nadziei:)
Pozdrawiam:)
My rating
My rating