Bezradnie
Na drugą stronę patrzę, wychylając głowę
Ponad ból i zwątpienie, co brzegiem otchłani.
W niej Bóg i Szatan razem, nicości kapłani,
Odprawiają nad żywym egzekwie hiobowe.
Choć z przerażeniem w oczach, nic zrobić nie mogę,
Modlitwa gdzieś ucieka, duch jej nie chce gonić.
Żadna rada niewładna by wytrącić z dłoni
Zagłady biały oścień, by odpędzić trwogę.
Nie doświadczyłem bólu, więc go nie rozumiem.
Współczuciem nie przekonam, gdy ból go nie rodzi.
Choć chcę pomóc, w otchłani nieszczęścia nie umiem.
Nie wiem też, czy poezja pomaga czy zwodzi,
Lecz wierzę, że czasami dociera do Boga,
Kiedy Bóg nie rozumie modlitw teologa.
Ponad ból i zwątpienie, co brzegiem otchłani.
W niej Bóg i Szatan razem, nicości kapłani,
Odprawiają nad żywym egzekwie hiobowe.
Choć z przerażeniem w oczach, nic zrobić nie mogę,
Modlitwa gdzieś ucieka, duch jej nie chce gonić.
Żadna rada niewładna by wytrącić z dłoni
Zagłady biały oścień, by odpędzić trwogę.
Nie doświadczyłem bólu, więc go nie rozumiem.
Współczuciem nie przekonam, gdy ból go nie rodzi.
Choć chcę pomóc, w otchłani nieszczęścia nie umiem.
Nie wiem też, czy poezja pomaga czy zwodzi,
Lecz wierzę, że czasami dociera do Boga,
Kiedy Bóg nie rozumie modlitw teologa.

My rating
My rating
My rating
My rating