rzecz o poezji

author:  Łukasz Surzycki
5.0/5 | 3


„...Ja jestem Polak, a Polak jest wariat,
a wariat to lepszy gość:
liryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal...”

Konstanty Ildefons Gałczyński
Liryka, liryka, tkliwa dynamika


Rzecz o poezji

Jak tu nie lubić poezji, poetów ? Poezja to w sumie mało słów, a ile znaczenia.
Są wiersze lepsze lub gorsze tak jak ludzie, ale z reguły w wierszu jest jakiś rytm.
Każdy ma własny rytm życia i jeśli pisze wiersze ten rytm jeśli się uważnie czyta słychać gdzieś we wnętrzu wiersza. Pewnie, że czasem wymaga to wysiłku, ale jeśli chce się naprawdę zrozumieć człowieka, który stoi za wierszem to warto się wysilić.
Poezja na ogół wymaga skupienia, choć często jak na przykład w piosence sama wpada w ucho. np.

„...wyprowadzę z rzeczy cienie,
które prężą się jak kot,
futrem iskrząc zwiną wszystko
w barwy burz, w serduszka listków
w deszczów siwy splot...” (K.K. Baczyński)

Ostatnio sam myślę dużo o muzyce w wierszach, uczę się czytać poezję. Pozwoliłem sobie nawet na ekstrawagancję (wydatek na zakup poezji) i kupiłem dużo papieru z wydrukowanymi fragmentarycznie słowami poematu Stephene Mallarmego „Rzut kośćmi nigdy nie zniesie przypadku”. Poemat (tak to nazwał sam autor) sprawia wrażenie, że jest dziełem szaleńca bądź pozera. Można by tu więcej napisać o koncepcji wiersza, książki u Mallarmego, ale po lekturze poematu jestem trochę zniesmaczony tym nie mniej nie żałuję, że stałem się posiadaczem tej „szczególnej”
poezji – traktuję to jak szczepionkę przeciwko nadmiernej awangardzie w poezji, Zacząłem trochę od końca tzn. od mojego teraz, ale tak się właśnie rzeczy mają. Nie jestem „urodzonym poetą”, pierwsze wiersze napisałem w szpitalu psychiatrycznym, kiedy nie mogłem sobie inaczej poradzić z gniewem, który był we mnie, z sytuacją w jakiej się znalazłem:

w centrum kontroli lotów
znowu wydali leki
ze specjalnej apteki
pola startowe zasłane
przeleżałym już śniegiem
czekamy, odliczając barany
na swój odlot
w wyśnionych skafandrach
byle dokąd, byle stąd
takie to jest to nasze Huston

Odkryłem wtedy, że pisanie jest dla mnie świetną formą terapii. Później, znacznie później przekonałem się, że to moje pisanie może być także zrozumiałe przez innych – pokazałem swoje wiersze Lidce mojej sympatycznej psycholog. Zacząłem poważniej czytać Herberta, Miłosza, wiersze pacjentów, Szymborską i wielu, wielu innych. Zacząłem się poważniej zastanawiać nad poezją. Pisałem, dotąd staram się pisać z natchnienia, portretować chwile, stany umysłu i ducha. Z moim pisaniem z natchnienia jest jak z wyrzucaniem z siebie dzikiego zwierza i próbą oswojenia go w formie wiersza. Oczywiście wcześniej w szkole przerabiałem wiersze, miałem swoich ulubionych poetów jak np. Gałczyńskiego, lubiłem piosenkę literacką np. Młynarskiego, Grechuty, Demarczyk, Długosza itd. Jednak poza dziecinną prozą pisanie nie zajmowało mnie jakoś szczególnie – acha pisałem później felietony do prasy komputerowej, ale to były rzeczy raczej techniczne. Mam za sobą okres fascynacji filozofią analityczną Uważałem wtedy większość filozofii za pewną wersję literatury pięknej, a filozofia analityczna czyli filozofia oparta mocno na logice formalnej, w której nota bene Polska Szkoła Filozoficzna (tzw. Szkoła Lwowsko-Warszawska) odegrała wielką rolę. wydawała mi się bardziej naukowa. Teraz wystarcza mi mniej słów i jest bardziej jak w wierszu poety ks. Jana Twardowskiego pt. Wyjaśnienie:

„..Nie przyszedłem pana nawracać
zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania
...
po prostu usiądę przy panu
i zwierzę mój sekret
że ja ksiądz
wierzę Panu Bogu jak dziecko.”

Chciałbym tak wierzyć, tak ufać. No ale jest jak jest czyli różnie. Jednak w trudnych chwilach człowiek często potrzebuje tylko obecności drugiego bez „czczych” słów. W poezji jest skrót do drugiego człowieka, jest specyficzna nuta, a może nić łącząca autora z czytelnikiem. Są sytuacje, w których nawet najpiękniejsze słowa nie wystarczają, ale poezja na ogół pomaga nie tylko w chwilach smutku, ale i radości, pozwala na wyrażenie także innych uczuć, odczuć, przeczuć czy nawet na filozofię.
Bardzo lubię muzykę nawet bez słów. Czasem słowa zbytnio się narzucają, wtedy jest jeszcze miejsce na muzykę. Jak pisał pewien filozof Ludwig Wittgenstein:

„O tym co nie wyrażalne należy milczeć” („Traktat filozoficzno-logiczny”).

Fakt, ale jest jeszcze muzyka, a poza tym jest jeszcze tyle do opowiedzenia:

„...Jednak w języku poezji, gdzie każde słowo się waży, nic już zwyczajne i normalne nie jest. Żaden kamień i żadna nad nim chmura. Żaden dzień i żadna po nim noc. A nade wszystko żadne na tym świecie istnienie. Wygląda na to, że poeci będą zawsze mieli dużo do roboty”.

Wisława Szymborksa „Poeta i świat”
.
Niektórzy są poetami, inni nimi czasami bywają. Ten tekst naszej noblistki doskonale oddaje sytuację poety, całe zmaganie się z wierszem nic dodać nic ująć. Pewnie, że nie wszyscy lubią poezję. Też nie chcę nikogo „nawracać” na poezję. Dla niektórych jest ona jednak szczególnie ważna jak np. dla nas chorujących psychicznie jest ona wentylem bezpieczeństwa, oddechem.

z buntu, z żalu czy też gniewu,
wyrasta wysoko ostrze
co w puszyste obłoki myśli się wcina
do gwiazd, galaktyk i mgławic
a przecież pętli czasu i zwątpienia

świetliste ostrze - mieni się
iskrami wkoło strzela

po to jest by wskrzeszać strzępy ducha
i w niezwyczajną radość je przemieniać

co jest niczym słońce
które zamarłe turnie ogrzewa
ostrze, które bytu zagadki
przemierza

Huston 1999

Umieściłem tu ten swój dawny trochę psychotyczny wiersz by pozostać wiernym sytuacji w jakiej wciąż jestem, choć mam lepsze okresy i wtedy też piszę czasem wiersze, pracuję nad nimi, na swój sposób bawi mnie pisanie. Wciąż bywa i tak, że pisanie jest dla mnie koniecznością jak w „Awarii” gdzie nie mogłem sobie inaczej poradzić ze stresem, urojeniami niż poprzez pisanie.

Awaria

wysiadł prąd
kto ma klucze
do puszki
na schodach
kroki
pukanie
telefony
pogotowie
gdzie są
nikt nic nie wie
nie pomoże

kamienica spiskuje
na każdym piętrze mroczne oczy
krople potu na krawędzi dachu
w milczącym dotąd domofonie szept
myśl donikąd pędzi - silny stres
na złączach
na synapsach
spięcie
urojenie

w końcu pigułka szczęścia
zgaszona świeca, zapałki na stole
ukojenie pełnią światła
stu wat


A czy „wariat to naprawdę lepszy gość” ? Dobrze, żeby tak było, żeby nas ludzi chorujących psychicznie bardziej „po ludzku” traktowano, żeby się nie bano przed nami „otwierać drzwi”. No i niech gra muzyka – cholera ten Mallarme nieźle jednak kombinował ....



 
COMMENTS


My rating

My rating:  

Piękna

autoprezentacja, witam Pana, Panie Poeto, z przyjemnością przeczytałam

My rating

My rating:  
15.12.2020,  Annna2

My rating

My rating: