listy

author:  Anna Góra
0.0/5 | 0


gdy ojciec był jeszcze wielki
szliśmy na spacer w wietrzną niedzielę
pełną niepokoju i szalejących liści
kupował mi rodzynki zasuszoną młodość owoców
zamiast żelków z RFN
ja - jeszcze bez pretensji o to, jaki jest
on- stały, skórzany, niezmienny

potem wszystko się zmieniło
rozpanoszył się dolar
coraz częściej milczałam pod baldachimami jego pytań
pisałam do niego płomienne listy
litanie skarg i ciosów zagubione w szufladach

teraz wracam
czasem niechcący go obrażę w zimnym gniewie
czasem pracujemy razem w ogrodzie
te liście-listy już chyba można wyrzucić, tato?



 
COMMENTS