Rozważania o miłości
Pokaż mi dzień w którym
Przestałam wierzyć w miłość
Dzień w którym po prostu
Wszystko się skończyło
Pokaż mi dzień w którym
Nie wierzę w pierwsze spojrzenie
Dzień w którym wszystko znikło
Wszystko jak senne marzenie
Pokaż dlaczego teraz
O wszystkich fascynacjach
Odnoszę się tak wrogo
A dobro zliczę na palcach
Gdzie dzień w którym wszystko zgubiłam
Tę wiarę ten sens najgłębszy
To co było najdoskonalsze
Uwalnia me śmiechu rezerwy
Powiedz mi prosto:
Czy miłość istnieje?
Czy się mylił Słowacki
Czy Miłosz
A może to Paweł kłamał
Mówiąc o uczuciu takim
Co się nie unosi gniewem
I swego nie szuka…
Bo czekałam na miłość
A gdy wybiła godzina
By miedź brzmiącą odrzucić
Zobaczyłam Ciebie
Ubranego w sprane dżinsy
A te sterczące włosy
I uśmiech wtedy tak szczery
Przyjęłam
I doceniłam
Z błogosławieństwem Hery
Jakże to z mojej strony
Było godne pożałowania
Gdy ty w tychże dżinsach
Bez większego wahania
Zabrałeś wiarę w miłość
Lecz nie wiem nawet kiedy
I nie wierzę już
O mamo!
W te ludzkiego serca nerwy
Jedyne w co każe wierzyć
Ten mały durny mięsień
To to że oprócz ludzi
Boga mamy jeszcze
I tylko ten nas kocha
Miłością doskonałą
Choć my dla Niego okruchem
I iskiereczką małą
Nie wierzę już nawet w swoją
zdolność bliźniego kochania
Wiem tylko że często upadam
Więc mam zdolność spadania
A kochać mi jeszcze nie przyszło
I pewnie nie będzie mi dane
Więc niewiele myśląc
Biorę się za kochanie
Siebie samej
Przestałam wierzyć w miłość
Dzień w którym po prostu
Wszystko się skończyło
Pokaż mi dzień w którym
Nie wierzę w pierwsze spojrzenie
Dzień w którym wszystko znikło
Wszystko jak senne marzenie
Pokaż dlaczego teraz
O wszystkich fascynacjach
Odnoszę się tak wrogo
A dobro zliczę na palcach
Gdzie dzień w którym wszystko zgubiłam
Tę wiarę ten sens najgłębszy
To co było najdoskonalsze
Uwalnia me śmiechu rezerwy
Powiedz mi prosto:
Czy miłość istnieje?
Czy się mylił Słowacki
Czy Miłosz
A może to Paweł kłamał
Mówiąc o uczuciu takim
Co się nie unosi gniewem
I swego nie szuka…
Bo czekałam na miłość
A gdy wybiła godzina
By miedź brzmiącą odrzucić
Zobaczyłam Ciebie
Ubranego w sprane dżinsy
A te sterczące włosy
I uśmiech wtedy tak szczery
Przyjęłam
I doceniłam
Z błogosławieństwem Hery
Jakże to z mojej strony
Było godne pożałowania
Gdy ty w tychże dżinsach
Bez większego wahania
Zabrałeś wiarę w miłość
Lecz nie wiem nawet kiedy
I nie wierzę już
O mamo!
W te ludzkiego serca nerwy
Jedyne w co każe wierzyć
Ten mały durny mięsień
To to że oprócz ludzi
Boga mamy jeszcze
I tylko ten nas kocha
Miłością doskonałą
Choć my dla Niego okruchem
I iskiereczką małą
Nie wierzę już nawet w swoją
zdolność bliźniego kochania
Wiem tylko że często upadam
Więc mam zdolność spadania
A kochać mi jeszcze nie przyszło
I pewnie nie będzie mi dane
Więc niewiele myśląc
Biorę się za kochanie
Siebie samej

Moja ocena
:) ładne!My rating
My rating
Moja ocena
i następne pięć gwiazdekwarte zakończenie
My rating
My rating
My rating
Moja ocena
piękne...My rating